W tygodniku „Polityka”( numer44 z 04.11.2014 ), profesor Jan Hartman w felietonie zatytułowanym „ Zróbmy sobie polski”, zachęca rodaków do naprawy naszego języka. Z polszczyzną rzecz ma się zgoła źle. To, co się słyszy w przestrzeni publicznej jest często gwałtem na języku i to w obu sferach – co mówimy i jak mówimy. Profesor Jan Hartman zachęca do pracy nad korygowaniem znaczeń słów istniejących oraz do wymyślania nowych zwrotów. Z artykułu w prasie codziennej: „ M.T, który dokonał zabójstwa czterech chłopców wychodzi na wolność”. Inne zdanie: „ Polski himalaista A.H. dokonał zimowego wejścia na ośmiotysięcznik Nanga Parbat 8126 m n.p.m”. Ten sam czasownik w obu zdaniach. Źle. O złoczyńcy mówimy: „dopuścił się”. O wynalazcy, zdobywcy – „dokonał”. Jasne.  Z felietonu Jana Hartmana:”Jak się zwracać do lekarza, który nie jest doktorem / nie posiada takiego stopnia naukowego/? Jak się zwracać do pielęgniarki? „.Historycznie biorąc, był w użyciu zwrot: „siostro”. A teraz jak? Po imieniu? Jakim prawem? Panie profesorze. Tak się zawsze zwrócę do Jana Hartmana. Ma taki tytuł naukowy. A w liceum? Każdy nauczyciel to profesor? Nie. Tylko ten, który ma tytuł profesora szkoły średniej. Jest taki. A do policjanta? Panie policjancie? Panie murarzu, szewcu? Dopóki nie wiadomo jak, warto posłużyć się uniwersalnym zwrotem: proszę pana/ pani. Z relacji międzyludzkich. Para osób: oboje w wieku średnim, spotyka znajomego. Pan próbuje przedstawić swoją towarzyszkę znajomemu. Jak to czyni? Najpierw przedstawia kolegę kobiecie, potem kobietę koledze. W obu przypadkach posługuje się nazwiskiem i imieniem. Tak jest bezpiecznie, unika się niezręcznych sytuacji.Nie mówi: moja dziewczyna(?), przyjaciółka, towarzyszka, życiowa partnerka(?)To nie są zwroty przydatne w prezentacji. Mam imię i nazwisko. A czy ja jestem czyjąś życiową partnerką, przyjaciółką czy kimś innym, to jest określenie bliższe i dotyka dziedziny prywatnej, którą warto chronić. Co dalej? Jak nazwać to, co się dzieje między ludźmi. Opis dotyczy wyłącznie osób dorosłych i w pełni wolnych. No co się dzieje? Jak najpiękniej opisać, nazwać ich aktywność płciową? „Uprawianie seksu” wydaje się określeniem w miarę estetycznym. A co z aktywnością erotyczną, w której nie występuje druga osoba? „Uprawianie marchewki” jest celne o tyle, że bywa pożyteczne dla tej praktyki, a całość dotyczy przyrody. Co za kretyn wprowadził tu określenie „ onanizm”? Onan, to postać biblijna, ze Starego Testamentu, z Księgi Rodzaju. Onan w małżeństwie z Tamar, wypełniając prawo lewiratu żadnych praktykach wsobnych nie czynił. Historia piękna, krwawa, pouczająca… Co to jest cnota? To zaleta moralna. Cecha nieprzeciętnego umysłu i serca. Spotykamy to słowo w odniesieniu do wielkich osób. Skąd nazwanie cnotą mizernego fragmentu tkanki łącznej? Niedorzeczne. Przymiotniki i trudny bezokolicznik: „Wziąć”. Pewna beskidzka matka żaliła mi się na syna jedynaka: -Mój Józuś taki wpływowy…Cały dzień kolegi i kolegi..Zafrasowana matka miała na myśli : Józuś nadmiernie ulega wpływom kolegów. Tak, tak. Okazało się, że zmarły ojciec Józusia był taki sam. -Jaki ja jestem obrzydliwy! Mam na myśli to, że brzydzę się np. małży, szpinaku,dżdżownicy… Dlaczego mówimy : „wziąść”. Okropne, błąd kardynalny. W środowiskach purystów językowych, to jeden z wyznaczników przyjęcia/nieprzyjęcia do klanu.. O zwrotach codziennych. W artykułach prasowych, w mowie potocznej, wszędzie spotykam : „tak naprawdę”. Wtedy wiem, ze zaraz zetknę się z czystym łgarstwem. W co drugim zdaniu: „generalnie”. Nic nie znaczy, lepiszcze jakieś, wypełniacz. Też zasłona dymna oszustwa. Maniera słowna w ustach celebrytów – każde zdanie kończy twierdzeniem”tak?” z pytajnikiem.Niepewna tego, co mówi – biedula/ek. O akcentowaniu. Przed laty rozstałam się z Programem Trzecim Polskiego Radia. Ciekawe audycje, ale słowa z anteny bardzo źle akcentowane. Jeżeli redaktorka, która prowadzi audycje muzyczne mówi „ festiwal” i uporczywie akcentuje przedostatnią sylabę, to uważam, że jest osobą niechlujną i nie wpuszczam jej do mojej domowej jaźni. Najpiękniej mówi Jan Chojnacki, nieźle Tomasz Mann i Wojtek Waglewski. I Czesław Mozil..W audycji o nowych książkach pani redaktor mówi: polecam książkę. Wyję -auuuu! Niechluja jedna….Wynocha. O wulgaryzmach. Pani dyrektor zespołu szkół, osoba krótko przed emeryturą, przez trzydzieści lat pracy na stanowisku kierowniczym uznawała pogląd, że za wszelkie zło występujące na szkolnej niwie odpowiada nauczyciel. Za mało aktywny, „ co pani zrobiła w tej sprawie, pisemne dowody proszę”. Niedawno zmieniła pogląd. Teraz za zło w szkole odpowiada dom i rodzice. Nauczyciele odetchnęli. Było tak: podczas dużej przerwy do pani dyrektor podszedł uczeń klasy czwartej. Przeciętny, dość grzeczny. Pozdrowił i odezwał się tak:  -   pani dyrektor, bardzo panią przepraszam za to, ze przez dłuższy czas uważałem panią za kurwę. Dyrektorka stanęła nieruchomo. Uczeń rozwinął swój wywód: teraz tak nie myślę, mnie zmylił pani wygląd. Kilkuletnia dziewczynka na spacerze w parku. Pcha wózek z lalką. W pewnej chwili przystaje, podnosi kołderkę  i z zniecierpliwieniem cedzi: – znowuś się kurwo rozkopała. Słowa wulgarne wypowiadane bez emocji, jako akcent, przerywnik, wypełniacz, spójnik, dla przydania kolorytu, wszechobecne w niektórych domach. Smutne. Szkoda. Dzieci nasiąkają złym obyczajem. Jeżeli dziecko dorastając, zechce aspirować do szlachetniejszej przestrzeni, będzie miało niebotycznie trudno.