Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z okresu: 3.2016

Zjawisko społeczne określane jako rodzicielstwo pozamałżeńskie zajmuje w obyczajowości sporo miejsca; w przekazie ustnym, jako plotka gminna lub sródosiedlowa, a i w druku tu bądź tam.

Fakt ciąży byle kiedy, znienacka, bez zastanowienia, rujnuje plany, pozycję towarzyską, stan materialny i inne. „Oczy tej małej, jak dwa błękity… nie wróci do Makowa” – śpiewa rozdzierająco Magda Umer.

Po cholerę ten i inne dramaty. Nędza niewczesnej matki i los niczyjego dziecka. Po cholerę?

Ciąża z przypadku, byle kiedy, dziewczyna zaskoczona  dodatnim wynikiem testu – próby ciążowej, a tu adresu dawcy materiału biologicznego nie zanotowała…

Dramat środowiska rodzinnego: co teraz?  Urodzić  i oddać do adopcji? Urodzić i samej podjąć niebotyczny trud wychowania dziecka? Na to decydują się silne dziewczyny. Rodzą i wychowują silne dziewczyny. Do takich wyzwań potrzebne jest jakieś wsparcie;  stąd  lub z owąd, motywacja typu: won skurwysynie, sama sobie poradzę…

Matka po porodzie, prędzej  czy później pozbiera się. Dziecko ma trudniej, trudniej niż rówieśnicy… Tego wątku teraz nie rozwinę. Temat dla nauczycielki 1-3.

Ciąża strategiczna – jako argument nacisku dla rychłej decyzji sprawcy – dawcy nasienia.

Ten wątek rozwinęłam w tekście: „Gwałt na chłopaku”.

Urodziwy, utalentowany, wykształcony  Sebastian, potomek znanego, podhalańskiego rodu płodzi dziecko. Matka dziecka napomyka o ślubie, on udaje, że nie słyszy… Rozumiem, jestem za wolnością osoby  z prawem do samostanowienia, średniowiecze za nami. Plebania naciska. Jedni legalizują, inni nie, bo nie mogą – na przykład.

Po cholerę ciąża? Po kiego licha, po co?

Ciąża z przestępstwa, gwałtu. Rozumiem po części, ale po co panna włóczy się byle gdzie, z byle kim, pije podejrzane drinki ?

Zawsze na końcu wydarzenia jest  dziecko, które zjawiło się byle kiedy, byle gdzie i w miejscu gdzie brak wszystkiego.

Trauma niespodzianej ciąży dotyka dwoje, ale niesymetrycznie. Chłopak (większość przypadków) miga się, udaje Greka (to nie ja). Twardziele kapitulują dopiero przed sądem, wobec wyników badań DNA.

Dziewczynę spotyka ostracyzm, pogorszenie relacji rodzinnych, utrudnienia w edukacji. Pytam: dlaczego? Jedna butnie i wyczerpująco odpowiada: bo tak, inna reaguje szlochem.

Beskid Niski, biedny, zaniedbany przysiółek. Rozmawiam z  ciężarną dziewczyną (pochodzi z rodziny dotkniętej problemem alkoholowym). Opowiedziała mi, że ciąża „nieślubna” jest mniejszym grzechem niż prezerwatywa. Tak głosi proboszcz z Dukli, to stary człowiek i zna życie.

Święta…. Co to słowo znaczy? Ważne wydarzenia świeckie, lub na kanwie tradycji, powiązane z wyznaniem. Poprzedzają je energochłonne, czasochłonne i kosztowne przygotowania. Sporo grosza wtedy z portmonetki wyfruwa.
Pakujemy się w pułapkę społeczną. Powoduje nami przymus pokazania, że nas stać, że mamy na wszystko: na prezenty, na suto zastawiony stół, na nowy przyodziewek, nową fryzurę. Są tacy, którzy z myślą o świętach odnawiają, unowocześniają domowe wnętrza.
Są tacy, którzy starych, niedołężnych członków rodziny próbują na okres świąt umieszczać na różnych oddziałach szpitalnych. Stary człowiek nie dość, że źle wygląda, to ciągle czegoś się domaga (kąpieli, herbaty, rozmowy), a tu tyle rzeczy i czynności do zrobienia…
Świąteczne życzenia.
Wszędzie je słychać. Wszędzie. Dominuje zwrot:
– gdybyśmy się nie spotkały/li przed świętami, to zdrówka życzę, dużo zdrówka…
– wszystkiego najlepszego, niech ci się wiedzie w tym nowym roku, zdrówka życzę, powiedz tam, im… no wiesz, jak ją spotkasz…
„Na Święta i w Nowym Roku niech, niechaj, zdrowia, pomyślności…” ( to jest wyjątek z tekstu, który znalazłam naklejony taśmą do drzwi wejściowych; podpisane – radny miasta…
Gdyby słowa ” życzeń” miały choć szczątkową moc sprawczą, to niejeden/ niejedna doznałaby ulgi. A tu nic. Pustosłowie, żadnej poprawy. Ani krzty dobroci. Miazga i pustota.
Gdyby zamiast czczej paplaniny wprowadzić obyczaj czynu! Zrobię coś dla kogoś. Odezwę się, odpowiem na listy, zorganizuję spotkanie, na którym opowiemy o marzeniach. Napiszę list do osoby, która nie pokazuje się od onegdaj…
Radny spotka się z wybranymi mieszkańcami i biorąc na klatę problem, zmierzy się bez lipy i blagi z tym, z czym mieszkańcy przyszli.

 Pomysł od początku wzbudził mój niepokój, dezaprobatę. Pomysł, który zaistniał jako przysłowiowa wyborcza kiełbasa aktualnie jawi się jako jedna z prób destabilizacji polskich finansów.

Ludzie myślący, żyjący w stabilnych związkach, mający stałe i godziwe dochody, ilość dzieci planują wedle kondycji stadła. Tu 500 plus z rozdawnictwa nie przyda się. Środki te warto użyć na wsparcie edukacji na wszystkich poziomach. Na dofinansowanie prac badawczych w obrębie projektów, które wprost posłużą  rozwojowi naszego przemysłu. Wtedy wzrośnie zatrudnienie, wzrosną płace, PKB, finanse państwa i prestiż. Teraz w świecie jesteśmy postrzegani jako plemię nieudaczników. Fajnie nas obnażyła Komisja Wenecka.  Co PIS przedsiębierze – to kula w płot i wstyd i  strata.

Rozdawnictwo ma rację bytu jako akcja doraźno – ratunkowa w warunkach np. klęski, a nie jako narodowy program na lata.

PIS mówi  – poprawimy sytuację demograficzną  kraju. G…o prawda. Środowiska rodzin niestabilnych, z alkoholowym problemem, nękane chorobami i biedą będą płodziły dzieci, ale jakie dzieci? Jaka będzie ich kondycja i los? Co one zarobią? Powiększą liczbę klienteli MOPS – ów.