Codzienna lektura gazet i treść internetowych wiadomości  nieodmiennie przygnębiają. W artykułach  donoszą o  rządowych decyzjach i o skutkach decyzji podjętych poprzednio;  głównie w duchu dobrej zmiany (?).

Co wypowiedź, to „kula w płot”. Płot się chwieje. Żagiew ciśnięta w starą, drewnianą zabudowę niechybnie wznieci pożar.

KOD, ludzie, hasła i  tzw. celebryci zapraszani bez wyboru,  „co podejdo” nie mają poważnego wizerunku.

Dama, ostatnio przejściowo nieobecna, jest znana z obco brzmiącego nazwiska i dobrze skrojonego przyodziewku. Ma „klawe życie”  egzystencjalnie biorąc. Emocjonalnie i prestiżowo ma „do kitu”. Dysponuje własnym biurem, pewnie zatrudnione są tam jakieś osoby. Biuro polityki strusia.

Dlaczego tak ma? Sama chciała. Ja bym nie chciała…

W moim otoczeniu działa zasada, że  zanim młoda/y decyduje się na brzemienną w skutki decyzję, np. zawieranie małżeństwa,  zbiera się starszyzna i doradza. Wcześniej  przeprowadza się wywiad.  Jeszcze wcześniej małolaty, młódź odbierają wychowawczy przekaz unikania pakowania się  byle kiedy w stan brzuchaty (brzemienny). Tego się nie robi.Jeżeli okaże się, że pomimo starań zwarty związek  nie satysfakcjonuje, łatwiej jest rozstać się, trudniej wlec przez życie nowe życie, które nie nie jest winne, że mamy znów „do kitu”. Podejmujemy  następne próby, powstaje rodzina typu patchwork…

Demonstracje, których treścią jest żądanie możliwości aborcji na żądanie,  są w założeniu niedorzeczne. Wystarczy nie pakować się w ciążę. Jasne.