Od wielu lat mieszkam w mieście, które do niedawna żyło rytmem i wyziewami przemysłu ciężkiego. Kopalnie węgla kamiennego, huty żelaza i  na dodatek zakłady przemysłu chemicznego. Po kopalniach i  hutach pozostała niszczejąca zabudowa, przemysł chemiczny istnieje  szczątkowo, nisko opłacane miejsca pracy zarządzane są kapitałem pochodzącym egzotycznego kraju.

Miasto zaludnia 105 tysięcy osób. Jedna trzecia tej liczby, to osoby w wieku 60 +. Jak myślisz?  Ile kobiet, a ilu mężczyzn  na liczbę 28 700 się składa? Nic się nie składa. To są same baby. Na 100 seniorek jeden chudy Jaś (80+). Jaś mawia, że kiedyś był fajny.

W moim mieście jest zimno. Pada deszcz, czasem deszcz ze śniegiem. Wiatr zacina, wciska się pod kaptur i ze łba wywiewa resztkę ciepłych myśli.

Onegdaj w N. Adam rzucił lekko: mam  w planie jakieś pląsy z tobą, po kolacji.

„Jakieś”  – oznacza coś nieokreślonego. Pląsy nieokreślone…

Mam  na myśli tysiąc słów wgłąb. Na myśli mam tysiąc słów zamienionych w rozmowie z A. Nawiązanie pochodzi od  frazy o tysiącu pieszczot wgłąb. Pieszczota pochodzi od szczotki i jest dość wstrętna sama w sobie. Fonetycznie przypomina tarcie, tarcicę i tartak do którego przywieziono odartą z kory świerczynę. Świerczynę powaloną przez opieńkę miodową, a reszty dokonał kornik drukarz. Dopuścił się. Zanim się odezwiesz – pomyśl. Słowa bez namysłu, to szkoda słów. Kiedy mówimy:  „dokonał”, a kiedy” dopuścił się”?

Dorota Segda powiedziała, że dla niej afrodyzjakiem jest mózg Staszka Radwana. Rozumiem.

A. nie jest Staszkiem Radwanem.

A. ma inny uśmiech…