Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z okresu: 7.2016

Są w kraju dziedziny zaniedbane pod względem prawa. Właściciel  – gmina sprzedaje osobie fizycznej  działkę  z prawem zabudowy, obiekt zabytkowy, rozległą, skrajnie zaniedbaną posesję. Na działce  myjnia samochodów czynna cała dobę, zakłóca sen właścicielom okolicznych mieszkań. Zabytkowy obiekt  w rękach nieodpowiedzialnych właścicieli niszczeje: prowizoryczne zabezpieczenia okien wyrwane, dziurawy dach do reszty zniweczy niegdysiejsze cacko. Wielkopowierzchniowy sklep – własność znanej sieci posadowiony na działce, która jest własnością amerykańskiego podmiotu: drzewa, krzewy, trawniki niestrzyżone, opadłe liście  kasztanowców gniją, a powinny być usuwane. 

Łażę tu i tam: wysypiska śmieci, resztki ludzkich legowisk, butelki…Teren prywatny i  tyle. Można wzywać Straż Miejską.
Próbowałam. Tam, gdzie ja uważam, że jest brudno SM uważa, że jest niedostatecznie brudno. Nie na tyle,  żeby „mandatować”.

 - Coś pani, mam dawać mandat za parę gałęzi i drobnych śmieci. Ludzie śmiecą, kultury nie mamy, ot co; (z rozmowy ze strażnikiem).

Psie sranie.  Tu się  po psinie nie sprząta. Na trawniku obok widnieje tabliczka  informacją o  500 – złotowym mandacie za niesprzątnięte psie kupy. Śmiechu warte.

Na śródosiedlowej ścieżce spotykam właścicielkę suczki Trusi:

- O! Trusia zrobiła kupkę! Ma pani worek?

- O! Zapomniałam, ale Trusia robi małe bobki…

- Tam jest tabliczka z napisem o mandacie. Sporym, 500 zł.

- Eeee! Trusia tam nie sra,  a tu nie obowiązuje…

 

Sporo osób czyta moje  blogowe wpisy. Ciekawi mnie, kim są czytający.

Czekam na komentarze. Wiem, że zredagowanie opinii wymaga namysłu, zachodu z korektą, wysyłką.  Myślę, że warto bo czynności, które widnieją w tytule rozwijają. Rozwijają, bogacąc osobę.

Twarda rzeczywistość. Prymat obowiązku nad rozrywką. Na każdy dzień składają się problemy, które trzeba rozwiązać. Trzeba. Na początku miesiąca płacimy wszystkie należne rachunki. Zyskujemy stan tzw.”spokojnej głowy”. Wtedy bierzemy się do pracy.

Pewien współczesny etyk, filozof, polityk, poeta, dramaturg nadał polskiemu słowu „odpoczynek” dodatkowe znaczenie. Odpoczynek: wytchnienie, przerwa w wysiłku, czas wolny od uciążliwego zajęcia. Nowe znaczenie to czynność, którą zaczynamy „od początku” czyli nowe zajęcie, jakiś początek  tegoż.

Zapytano mnie o wakacje, urlop, odpoczynek połączony w obowiązkowym wyjazdem. Nigdzie nie jadę, ponieważ mi się nie należy.

 

 

 

 

Gdziekolwiek jestem spotykam ludzi. W polszczyźnie jest słowo „odludzie”. Gdzie to jest?  Z kimkolwiek rozmawiam (mam na myśli wielość słów wgłąb), ten  zrazu z oporem, później chlapie o samotności. Samotność człecza widziana jako niezasłużone okropieństwo, które albo towarzyszy od zawsze, albo dopada i trwa.

- Nic nie poradzisz, pani/panie..

Trwa.

Onegdaj Anka, która w szarpaninie z samotnością zdeterminowana, jak mało kto, zaprosiła do domu przygodnie napotkanego mena. Mówił, że artysta, że po przejściach,  że po chorobie, że żona odeszła (a jakże).

W cieple domu rychło wysupłał  z wnętrza wnętrzności. Na blat okolicznościowego stolika wyjął  podróżnopielgrzymkowe skarby…

Ania, po krótkim namyśle uznała, że przetrzyma sporo: braki higieniczno odzieżowe, egzystencjalną nędzę przybysza. Nie”dała rady”pustce z braku oczytania i fatalnemu słownictwu.

Podjęłam się  galerniczej roboty nad klawiaturą. Dla rozrywki, dla zmiany pola zaciekawień, śledzę losy Jakuba Kusego. Facet po studiach, z dobrą znajomością języka angielskiego, z nienaganną polszczyzną, utalentowany artysta okazał się  patentowanym leniem, z ugruntowaną niechęcią  do zarobkowania. Lucy zabrała Dorotkę  odleciała do USA.

„Miałeś chamie złoty róg”…

 

Ostatnie dni czerwca – między Louven a Brukselą.

Lovański ratusz, kościół pw św. Piotra z wieżą, która jest częścią zmysłu. Biblioteka Uniwersytecka i Wielki Beginaż.  Leniwy nurt Dijle ujętej w cementowe łożysko.

Historię beginek noszę w sobie, czysty trud posługi, czysta twarz  nad zranionym wędrowcem. Poprosił o wodę. Został pół roku.  Sto lat później do beginek dołączyli begardzi. W słotną sobotę,  przez północne wrota weszło dwoje dzieci i  trójłapa  suka.

Do rodzeństwa dołączyły sieroty z sąsiedztwa i to był początek szkoły – przytuliska. Dzieci naukę przyjmowały jako dar, słuchały narracji i powtarzały słowa, które ociemniały bakalarus wymawiał w obcym języku.

Słowa wypowiedziane, a znaczenie pokazane  gestem, mimem, palec nakierowany na element światła.

 

Wpis niewpis, list chyba, na który nie odpowie. Podobno w Polsce trwa i trwa festiwal listów, na które adresat nie odpowiedział, nie odpowiada. Należy użyć czasownika „odpowiadać” w czasie przeszłym dokonanym i teraźniejszym, kierując do losu nagabywanie o wiadomość, o zdarzeniu w czasie przeszłym, dokonanym. Odpowiedział – dowód na to, że jest.

Jest. W zdrowiu, w otoczeniu przyjaciół, w obfitości pożywienia, w dostatku czystego  przyodziewku. Zwinięta w czarny kłębek, milcząca Betrice  zajęła miejsce na kanapie, popatruje na Irka, a Irek trwa nad klawiaturą wśród zajęcia.

Dlaczego ludzie nie odpowiadają na listy?

Przyczyna główna, bo mają nadawcę listu w dupie.

 Czy tak jest?

Zrobiłam sondę, pytałam o zjawisko i nie dostałam rzetelnych odpowiedzi. Klucząca gawiedź.

Polak nie odpowiada na listy, bo myśli, że nie potrafi. Posługuje się językiem potocznym w mowie, w piśmie  -  nie podejmuje wysiłku.

Próbuję zorganizować zajęcia z polszczyzny. Zatrudnimy polonistę  -  emeryta z dydaktycznym, wieloletnim doświadczeniem. Na pierwsze spotkanie  przyjdzie sporo osób. Na kolejne mniej i mniej. Dlaczego?

Bo trzeba włożyć wysiłek, napisać opowiadanie, wykonać ćwiczenie z interpunkcji, znaleźć jakiś  wiersz i  wygłosić.

„Co ja tam będę…” odwieczna fraza w ustach Polaka. Piwo  i telewizor w atmosferze własnego, brudnawego podkoszulka.

 Teraz będzie inaczej. Teraz znajdziemy motywację. W Ch. ukaże się czasopismo  inne niż … Potrzebne są osoby, które chciałyby zobaczyć swoje nazwisko w druku, pod
tekstem…