Lato. Noc. Pierwsza po północy. Wielorodzinny dom w średnim mieście. Nastolatek – mieszkaniec z szóstego piętra -  pod nieobecność rodziców zaprasza rówieśników. Ciepła pora, głośne rozmowy, śmiech, nawoływania z balkonu utrudniają sąsiadom sen.  Jeden z nich, wychyliwszy się z okna, prosi o spokój. Pada zdawkowe „przepraszam”,  zabawa z balkonu przenosi się do wnętrza mieszkania. Na krótko. Po chwili głośne rozmowy wśród śmiechu, zakłócają nocną ciszę.

Dozorcy zaczynają pracę o nieludzkiej porze:  czwarta nad ranem (jak z cohenowskiej  frazy), balanga na balkonie szóstego  piętra  trwała w najlepsze.

Nazajutrz próbowałam z gówniarzem rozmawiać. Uznał, że „nic się nie stało”. Impreza była…prosze panią ( tak powiedział).

O „Regulaminie porządku domowego” nie słyszał. 

Z rodzicami gówniarza ( matka nauczycielka) nie miałam możliwości porozmawiać.

Wyraz: gówniarz oznacza niedojrzałego osobnika płci męskiej i NIE jest wulgaryzmem.