Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z okresu: 9.2016

„Bezszelestny los, gdy znużony znienacka…” To jest z Jeremiego Przybory.  „Ślady stóp…” Też Jeremiego.

Żyją pod dzisiejszym niebem faceci nikłej postury, minimalnego ogarnięcia higieniczno odzieżowego, wobec których pierwsze ciacha współczesnej Europy jawią się jako mentalna błahostka. Znam takiego z bliży pewnej i próbuję Go zaciekawić.

Słowo ” integracja” pochodzi od łacińskiego „integrare” odnawiać. Starzy i młodzi przy jednym stole wiodą rozmowę na narzucony temat. Miałkie, powierzchowne, ślizg wokół słowa i pac dupskiem bez wdzięku. ” Nic to” – wyjęte z wołodyjowskiej frazy.

Pomysł rozmów prawie doskonały. Aby to się nie skrupiło na niczem, przed spotkaniem jedna i druga strona dostają zadanie: przeczytać to, przeczytać tamto. Odpowiedzieć na pytania… Uzasadnić taki, nie inny punkt widzenia. Uzasadnić po trzykroć. Osadzić swój  osąd na tekście, tu cytowanie na przykład: Zbigniewa Mikołejki, Jana Hartmana. Można lżej, zdaniem felietonisty  z „Polityki”…

Wtedy program nabierze głębi.

Fascynacja, zachwyt. Olśnienie, lśnienie. Stan o natężeniu trudnym do opisania.  W czasie ” in statu nascendi” mózg  mylnie skacze. To z pilchowej frazy o sercu, które mylnie skacze. Stan zachwytu nad osobą, nad elementem przyrody ożywionej, nad fragmentem architektury drewnianej.

Fascynacja osobą. Zachwytowi nad urodą ciała towarzyszy zastanowienie co do ilości pieniędzy potrzebnych do podtrzymywania dobrostanu powłok.

Na początku oceniamy stan umysłu: oczytanie, znajomość języków nowożytnych, oceniamy zasób slów, obycie towarzyskie.Talent i pasje; te sfery poznawczo penetrujemy koniecznie rozłącznie. Probierzem jest osoba Staszka R.

Osoba w otoczeniu, osoba społecznie. „Daję z siebie”.

Altruizm wysokiej próby. Gotowość do ogołocenia się z dóbr materialnych. Dobra mentalne rozwija, a produktem  dzieli się, gdy ten jest dobrej jakości. W utworach muzycznych Staszka widzę beskidzki wiatr, miejscami twardość karpackiego fliszu, słyszę szurgot osuwiska, połykam perspektywę Cudzichowej Hali.

Gender, gender!

Osiedle w stutysięcznym, śląskim mieście. Dwa, wielkopowierzchniowe sklepy, knajpa i kościół. Rossman i stoiska z byle czym. Młoda matka z kilkuletnią  córką  na krawężniku w oczekiwaniu na zielone światło. Dziewczynka toczy przed sobą wózek z lalką. Na jezdnię wysypała się kołderka i miniaturowa grzechotka. Matka i  córka z  wózkiem dotoczyły się na chodnik .Tu  tu matka, „prasnawszy” o ziemię torbą z zakupami dała upust nerwom: szarpała ramieniem dziewczynki:

- Kurwa!Kurwa! Ty kurwo! Cholero, gówno dostaniesz, nie wózek.

Słowa wulgarne kierowane do dziecka. Szarpanina i okrzyki.

Inne zdarzenie: Matka i kilkuletnia dziewczynka z wózkiem, podczas niespiesznych zakupów. Dziewczynka przystaje, podchodzi do boku wózka, odkrywa lalkę i przez zaciśnięte ząbki cedzi:

- Znowuś się kurwo rozkopała.

Myślę, że  te dziewczynki  w środowiskach domowych nasiąkają bardzo złym wzorcem. Właśnie nasiąkają.

Co dalej? Gówniarosiuśmajtka  rozwija się w postać atrakcyjnej dziewczyny. Zły obyczaj  utrwalony. Wejście do środowiska kultury wysokiej prawie niemożliwe.

Dlaczego małym dziewczynkom proponuje się zabawę w dom, otacza się je atrybutami, które to miejsce wypełniają? Proponuję dać im możliwość penetrowania chaszczy z repliką kałasznikowa w rączkach.

Hej

Po „j” nie ma wykrzyknika.

List z pytaniami. Nie znam odpowiedzi na żadne. Znam?

Można odpowiedzieć okołotematycznie. Odpowiedzieć grzecznie…

Ostatnio, piszę  i wyrzucam do kosza. Brakuje mi odwagi.

Dołączam do osób, które nie odpowiadają na listy. Na niektóre listy.

Jestem winna list Janowi Hartmanowi.