Wanda

Piszę co myślę

Wpisy, których autorem jest Wanda

Myśl o sobie

Dookoła opowieści o nieudanych związkach.

Biblioteczne półki pełne treści na kanwie złego losu. Zło w każdej postaci. Przemoc, oszustwa, a przyroda bestialsko traktowana odpłaca kataklizmem. Samotni seniorzy, katowane dzieci, a katorga zwierząt wpisana w wiejską i miejską rzeczywistość jest znanym zjawiskiem.

Pomyśl. Życie jest darem. Jednostkowym, przemijającym a Twoje ciało i dusza, aby istniały razem wymagają pieczołowitego traktowania.
Najpierw ja. Edukacja, zdrowe żywienie, aktywność fizyczna nie narzucona, ale ulubiona, wtedy skutkuje wynikami. Znajomość własnego ciała, pozwala unikać ryzykownych zachowań.Rozważnie zawierane znajomości, przyjaźnie. Rozwaga we wchodzeniu w związki obowiązuje elementarnie.

Doradzam młodym osobom w sprawie wyboru kierunku studiów. Młodzi i bardzo młodzi ludzie rozmawiają ze mną o uczuciach, o emocjach.
Onegdaj znajoma nastolatka opisała mi swój stan… Przed maturą opuściła dom i zamieszkała z chłopakiem. Uznała, że to miłość, zakochanie o sile pod niebiosa – „och jak on na mnie działa – och!”
O chłopaku wiedziała mało. Śliczny, wygadany… modny strój i fryzura. Dziś jest chora, w ciąży… Zwróciła się o pomoc do miejscowego Zgromadzenia Zakonnego. Płacze… a miało być pięknie. Historia jak z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

 

Tekst dedykuję Tomkowi M.             Chorzów 29.12.2017 r.

Artur Rojek: poeta, muzyk, twórca znanego w Europie zespołu Myslowitz napisał słowa i skomponował muzykę do piosenki „ Chciałbym umrzeć z miłości”.

Za wykonanie wzięły się znane wokalistki m. in. Edyta Bartosiewicz, która na koniec prezentacji po odśpiewaniu: „chciałabym umrzeć z miłości” dodała od siebie przy aplauzie widowni:

- Kto by nie chciał?

Nie chciałabym. Nie i już.

Tytuł piosenki z tekstem pozostają w sprzeczności. Artur napisał wiersz o umieraniu w miłości, opisuje przyjazny czas, dobre miejsce i inne okoliczności zdarzenia też przyjazne. Niezły wiersz, ładnie przełożony na język angielski, ciekawy muzycznie, nastrojowy, romantyczna melancholia w spokojnej zadumie nad przemijaniem.

Piosenka jest o umieraniu w miłości. Nie inaczej.

O śmierci z miłości pisali liczni. Laureat Nagrody Nobla Garcia Marquez w powieści „Miłość w czasach zarazy” wspaniale przetłumaczonej z języka hiszpańskiego na polski przez Carlosa Marodana Casalsa pięknym językiem pogmatwał dobro ze złem, chorą dominację nazwał miłością.

Tu jest o śmierci z miłości do papugi. O śmierci podczas epidemii cholery niemało. O miłości, oprócz wątku z papugą, nie ma nic. Powieść jest o osaczaniu, o niewoleniu, o toksycznym trwaniu w okolicznościach zarazy. O prostytucji, o zbrodni pedofilii. O stosunkach seksualnych w warunkach domów publicznych, o chorobach roznoszonych drogą płciową też. Piękna proza o ohydnym życiu odrażającego Florentina Arizy.

Jerzy Pilch polski prozaik, chętnie pisze o sobie. Stukrotne dzięki: za wiślańskich ewangelików, za Starego Kubicę, za stryja Adama, za Jurka Cieślara, za pastora Andrzeja, z kobiet – za babkę Czyżową.

Za „ serce, które mylnie skacze”…

Mnie też mylnie skacze. Mimo wszystko zachowuję pełne zdrowie, nie daję się nałogom, dbam o skórę i przyodziewek, oszczędzam grosz dla przesiedleńczego „fru” na północny zachód Europy. Jestem starsza od Pilcha o dekadę, ale mnie jest łatwiej, bo mam grubszą skórę.

W ostatniej powieści: „Zuza albo czas oddalenia” Pilch pisze o umieraniu z miłości. Ściemnia, że rękopis znalazł w Wiśle, w starym narciarskim bucie. To jest powieść autobiograficzna.

Gdy umiera się  z miłości, boli ciało gnębione chorobą, boli dusza nękana  brakiem osoby, dokucza niedostatek, bieda. W dopełnieniu niedoli widać zaniedbanie higieniczne. Śmierci z miłości towarzyszy fetor.

Nie łącz śmieci z miłością. Cholera z przyimkami. Ani z ani w.

Śmierć jest złem, z wyjątkiem okoliczności, kiedy jest wyzwoleniem. Miłość jest bardzo rzadkim dobrem i nie łączcie ludzie, czarnego z białym.

 

Małgorzacie C.

Zaproponowałam dyskusję o znanych, oryginalnych relacjach między ludźmi.  Niewiele z tego wyszło; ja o niebie, indagowani wręcz przeciwnie.

Europejska historia bez zakończenia:

Spotkanie dwóch dorosłych osób. Znienacka w jesienny czas; w słoneczny ranek i od słowa do słowa nawiązała się rozmowa o trudnym projekcie.

Zaproponowała następne spotkanie.Zdominował je projekt. Równocześnie wpadli na pomysł realizacji  trzeciej, ostatniej części założenia. Długa droga ku końcowi wydała się mniej żmudna.

Krótkie pożegnanie.  Chciała je przeciągnąć, ale brakło konceptu. Nazajutrz, telefonicznie obiecał współpracę. W marcu na zaproszenie  uniwersytetu w Louven  polecieli do Belgii .

Zwarli się w jedno. Zerojedynkowa całość opisana przez horyzont zdarzeń. Podróże między kontynentami, zajęcia ze studentami najlepszych, ekonomicznych uczelni  świata.

Jedność osób, które mam na myśli, trwa. Na przekór czasowi.

W Polsce próby  rozmów o związkach równoległych „palą na panewce”. Pod innym niebem łatwiej.

Tu  zasypywana jestem pytaniami o realia. Głównie o seks i o jawność . Pytania,  dopytania w dopierający m tonie:

-No to w tym związku to się bzykają, czy nie. Coś ściemnia  pani.

„Ściemnia” – słowo z z sali.

Dawno temu, w czasach mocnej nadziei na wszystko, łaziłam do spowiedzi. Katecheta nalegał, mama radziła  pracować na „bilet do nieba” ( siedem tzw. pierwszych piątków”).

Czas bytowo trudny. Nie było z kim rozmawiać. Zakonnice na pytania albo parskały śmiechem, albo z zażenowaniem  syczały: tsssss.

Spowiedników ciekawił jeden wątek:o cudzołożeniu i rzeczach nieskromnych. Opowiadałam o przeludnionym domu. W dwóch pokojach  egzystowała trzypokoleniowa rodzina. Bywało, że zjawiali się ludzie z wojenno repatriacyjnych tułaczych traktów i trzeba było przyjąć na nocleg, ugościć.  Zapytałam Babci:

-Dlaczego ci ludzie  przyszli? Tu jest ciasno, oni tu cudzołożą!

Spowiednika ciekawił wątek, co ja robię przed zaśnięciem. W oczekiwaniu na odpowiedź  zbliżał twarz do kraty i sapał.

To był początek mojej drogi do innych niż KK wyznań, do egzotycznych zborów i aśramów. Po latach i tę drogę  poszukiwań porzuciłam.

 

 

 

Trzy dni ostatniej dekady listopada  w Falentach; z dobrego przypadku, dzięki zaproszeniu Fundacji im. Stefana Batorego. Nazwa falenty  fonetycznie współbrzmi  z melodią wody z niskiej skarpy niespiesznie, krętym pasmem, do kwitnącego stawu.

Sto osób z Polski, różnego wieku, pochodzenia i proweniencji, uczestnicy akcji „Masz głos”,  usłyszeli o potrzebie  gromadzenia kapitału obywatelskiego.

Wielkie mi co. To się robi w  codziennej mitrędze, krok po kroku, ku poprawie/likwidacji tego, co  jest źródłem lokalnej uciążliwości.

Na początku wykładoprezentacje, wystąpiły osoby z wzajemną  chwalbą, a  i zachętą. Na przykład o pożytkach z umiejętności budowania marki. 

Część prezentacyjno/reprezentacyjna i jak zwykle wolne wnioski,  (a są szybkie, albo wnioski za kratami?). Uszy mi się wyłączały…. aż tu  z ostatniego rzędu płaskiej widowni siwy blondyn w szarym odzieniu, dobrą polszczyzną z żywą intonacją polemicznie wyłożył. Nie wiem co wyłożył, ale cztery plus za prawidłowe akcentowanie.  Postanowiłam go odszukać.  Szara postać, lekko przygarbiony zaszłam mu drogę i poprosiłam o rozmowę.

Nazajutrz w porze kawowej przerwy usiadł przed kominkiem. Wlazłam mu przed oczy, on gapił się w ogień…

Pies mu modę – przemknęło  mi. Lizanie twarzy,  to jest dla przyjaciół – tak myśli Martha. Usiadłam tyłem i w pogodnej gawędzie z blondynką z Kuniowa, wśród relacji komicznego wątku znalazło się trochę niehamowanego śmiechu… 

Szary podszedł i ponuro zażądał  ciszy. Ciszy? Hotelowy hol, wspólna przestrzeń w porze przedpołudniowej kawy. Nie zwrócił się do mnie, ale do blondynki.

Nadwrażliwy osobnik – pomyślałam.

Nazajutrz, mimochodem natknęłam się na ponuraka…Ten sam szary strój. Chyba nie chował urazy, nawet przywołał uśmiech.Uśmiech do zapamiętania.

Do zapamiętania . Mimo wszystko.

 Tytuł wpisu jest ukradziony Francois  Sagan, a kwitnący w określeniu stawu dotyczy bardzo chorej wody.

 

W trójpokoleniowych rodzinach, tam gdzie dziadkowie chętnie opiekują się wnukami, rodzice mogą w pełnym wymiarze zająć się aktywnością zawodową. Pokolenie średnie realizuje się w pracy spokojne o los potomstwa
 

Pamiętam lata wczesnego dzieciństwa moich córek. Na początku było tak -  sierpień 1960 roku; po maturze zdanej w Tarnowie  przyjechałam na Górny Śląsk.Potem równym, nierównym frontem, kilkuwątkowo: własna edukacja, praca zawodowa, nowo założona rodzina, rozstania… Przeprowadzka z pięknych Gliwic do szarego od przemysłowych pyłów Chorzowa.
Tu rdzenni mieszkańcy, pieczołowici w rodzinnej tradycji, kultywowali ochronną „przemianę pokoleń” i do dziś płynnie przejmują opiekę nad wnukami.
Nierdzenni, przybysze zewsząd, odprowadzali dzieci do żłobków, przedszkoli i szkolnych świetlic.
Pamiętam, że nic nie było trudniejsze od zmory dziecięcych chorób. Trzeba było „brać L4 i iść na rewir”, narażając się pracodawcy.

 Tu w pogodne przedpołudnia dziadkowie i wnuki zaludniają chorzowską przestrzeń. Słyszy się toczone bez pośpiechu, bez zniecierpliwienia przyjazne rozmowy. Jest czas na zakupy, na zabawę w parku, na wyjście z psiną. Potem dla wszystkich pożywny, domowy obiad.

Jak zaszczepić wrażliwość na krzywdę

Ze szkolnej lekcji wychowawczej – temat: „Zwierzęta w mieście, zwierzęta w potrzebie”.
Uczniowie czwartej klasy dzielili się opowieściami o własnych zwierzętach i znanych z domowych historii.
O gołębiach pocztowych i o psie Maurycym.
Dziadek po pracy zajmował się gołębiami i dużo wiedział o ich zwyczajach. W domu dziadków jest pies. Osiem lat temu znalazł się na klatce schodowej, miał chorą łapę, zlepioną błotem sierść, był bardzo głodny…
O maleńkiej Całce, która przycupnęła przed wejściem do szkoły i tak długo prosząco skamlała, aż znalazła ratunek.
O Marcie z długą, schroniskową przeszłością.

Kuźnia postaw społecznych

Seniorzy często inicjują towarzyskie rozmowy  głównie o osiedlowych wydarzeniach. Niektóre z nich stanowią źródło lokalnych uciążliwości. Opowieści z komentarzem, z nutą krytyki, przygany są cenne, bo stanowi wstęp do powstania lokalnej grupy wspólnotowej w której znajdą i seniorzy i  młodzież.
Porozmawiajmy o ptactwie wodnym bytującym w obrębie Stawów Amelung: o psach biegających bez smyczy i płoszących kaczki, o chorzowskich trawnikach zanieczyszczonych psimi odchodami.
Próby poprawiania osiedlowej rzeczywistości:
Piękna szkoła, ostatnio wykonano tu kosztowny remont. Przy szkole rozległe, starannie pielęgnowane boiska. W kącie posesji rozrośnięty wiekowy kasztanowiec, a pod nim dywan z wdeptanych papierosowych niedopałków…
Do rozmów z młodocianymi palaczami – nie zachęcam.
Sprawy zostawić własnemu biegowi – nie sposób. Co robimy, z kim rozmawiamy, co dalej. Czekam na listy z pomysłami, a i podzielę się tu zastosowanym rozwiązaniem.

Wyzwanie naszych czasów – sortowanie domowych odpadów

Mieszkańcy krajów Zachodniej Europy zasady i praktykę gospodarowania odpadami wdrażali przez dziesięciolecia.
U nas pierwsze stanowiska do segregowania odpadów przygotowano w lipcu 2013 roku.
Z raportu „Przedsiębiorstwa Techniki Sanitarnej ALBA wynika, że pierwszy z 2013 roku chorzowski poziom sortowania odpadów wyniósł 31 % !
Nałożony na kraje Unii Europejskiej wymóg pozyskania surowców zdatnych w procesie recyklingu na poziomie 50% odpadów komunalnych osiągnięty do grudnia 2020 roku jest do spełnienia. Teraz, po czterech latach okazuje się, że poziom ten spadł do 27 %.
Trzeba nam bez ociągania wziąć się do pracy i skrzętnie domowe śmieci S O R T O W A Ć. To jest najważniejsza aktywność dla ochrony środowiska naturalnego poprzez o oszczędne gospodarowanie naturalnymi surowcami. Nikt nas w tym dziele nie zastąpi. Nawyk sortowania odpadów wyrabiamy dzieciach wcześnie w formie wspólnego zajęcia o charakterze dobrej zabawy. Przedszkolne i szkolne programy dopełnią dzieła.
Zyska Ziemia, zyskamy na samoocenie, a i unikniemy wysokich, finansowych kar.

Bezpieczeństwo

Główna droga dojazdowa do Osiedla Śląska – Gwarecka to ulica Żołnierzy Września. Skrzyżowania z ulicą Boczną i z ulicą Śląską są wyposażone w sygnalizację świetlną. Odcinek drogi między nimi jest miejscem nieprawidłowych zachowań pieszych. Celują w tym seniorzy przebiegając w kierunku sklepu firmy E. Leclerc. Dzieci i młodzież korzystają z przejścia prawidłowo.
Kierowcy zaś wykonując skręt bardzo często nie zatrzymują się przed przejściami dla pieszych, którzy korzystają z zielonego światła!

Przyglądam się międzypokoleniowej więzi i widzę, jakim jest dobrem. To, co w łonie trójpokoleniowej rodziny pospołu budują seniorzy i młodzi stanowi dla obu źródło siły i inspiracji. W środowisku trójpokoleniowym przejmowane wpływy, wzorce. Codzienność jest niełatwa, ale bogatsza o uśmiech.

 Wojtkowi P. w podzięce za pewien uśmiech…

Chcąc  zyskać na urodzie warto wziąć się za czytelnictwo. Najpierw czyta się bez wyboru, co popadnie. Potem przychodzi czas namysłu. Łaską, szczęściem  jest na starcie rozumna i rozmiłowana w przedmiocie polonistka

Moje prapoczątki – Pani od polskiego: Janina Smulska. Szkoła Podstawowa im. Stanisława Konarskiego w Tarnowie.

Teraz czytam maniakalnie. Jerzy Pilch: malarz słowem, frazą, rozumnie, jasno, bez blagi. Kocham Wiślan – po kolei:  Andrzeja Wantułę, Adama Pilcha, stryja Adama, Jerzego( Jurlka) Cieślara, Starego Kubicę, a  z pozaludzkich istot wszystkie matczyne psy i Reksa fotografa Wisełki. Rumuński prozaik Emile Cioran: kto się wdroży, wgryzie w Jego teksty jest mi bratemsiostrą i jednością w zachwycie. Czytać Ciorana poradził mi…. no kto? Jerzy Pilch.

Łowię beskidzkie wątki: obłoki nad Czantorią, wsparty o stok, wiecznie lodowaty dom. Obłaziec, Cyrhla, Bukowa rwą serce do wędrówki.
Nie mam smaku do wyznań, do aśramozborówkościelnychkrucht i trucheł. Nie boję się śmierci, ale wzdragam się przed bólem.

Mam mało czasu. Każdy ma mało. Dziecko też, ale gówniarz  mało wie. Cechą czasu jest niedostatek. Na każdą czynność warto zawarować głęboki  garniec czasu.

Mam sporo do zrobienia. Codzienne przygotowywanie posiłków, treningi, opieka nad Martą. Szycie i przeróbki odzieży są pospołu tłem, źródłem i zasadą. Jeans i moro – to z bawełny, a na lato niebarwiony len.
Rozmowa…Przed rozmową przygotowuję konspekt, w nim ponumerowane argumenty -  argumenty we wstępie, rozwinięciu i zakończeniu.
I mam apetyt na słowa. Są słowa urodziwe, wielkiej urody, takie sobie i niemało jest słów brzydkich.  Mam na myśli słowa, które fonetycznie brzydko brzmią.

 

 

Nowy rok szkolny, nowy rok akademicki, „Dzień Nauczyciela”, wydarzenia związane z edukacją są dobrą okazją do chwili zadumy nad własną, szkolną przeszłością.  

Jak to było? Sięgam pamięcią i pokazują się obrazy, jak z dokumentalnego filmu. Przejście od dziecięcej zabawy do pierwszych obowiązków w roli uczennicy: granatowy fartuch, tekturowy tornister Część nowej rzeczywistości budziła trwogę…

 Wrzesień 1949 roku; Szkoła Podstawowa im. Stanisława Konarskiego w Tarnowie, szkoła dla dziewcząt. Budynek z czerwonej cegły, w stylu eklektycznym, obszerne, jasne sale. Klasy liczne, w ławkach zasiadły dzieci z terenów na wschód od Buga, córki rodzin romskich, łemkowskich, niemieckich, żydowskich. Tarnowianki stanowiły połowę i z początku próbowały „zadzierać nosa”. Każda uczennica codziennie dostawała łyżkę tranu podawaną wspólną łychą. Wszechobecne wszy, bez przeszkód, wędrowały z główki  do główki.

 W każdej  klasie był „kącik czystości” Drewniany mebel z miednicą, dzbankiem na wodę, ręcznikiem – nie do użytku – wyłącznie dla ozdoby. Moja pierwsza lekcja z absurdu.

Nauczycielki. Zapamiętałam Jedną:                         

                                                                                                              Pani od polskiego: JANINA SMULSKA

Lekcje języka polskiego dawały wytchnienie od nijakiej, nacechowanej lękiem reszty:

- Do tablicy przyjdzie mi… mi – nauczycielski palec wodził  po spisie uczniów w górę i w dół Wreszcie pada nazwisko… Reszta oddycha z ulgą.

  Lekcje języka polskiego były inne, nadzwyczajne. Pani Smulska… Zapamiętałam Jej uśmiech. Uśmiechała się do nas, już od progu. Potem opowiadała o książkach, o przyrodzie, o przyjaźni, o zwierzętach. Czytając, uczyła intonacji, wrażliwości na urodę słowa, na piękno opisu. Zachęcała do wypowiedzi, dodawała odwagi:

- Podnieś głowę, oddychaj, czytaj powoli, wyraźnie…

Rozmowy, wypracowania domowe i klasówki były okazją dla pokazania uczniowi, co jest dobre, a co jest do poprawy. Każda z nas była dla Niej kimś ważnym.

Rozmowy. Zaczynała od pytania:

- Co myślicie o….? 

Jedna – na ochotnika – zaczynała, a reszta mogła dodawać, wtrącać swoje bez potrzeby wstawania do odpowiedzi Bywało żywiołowo, głośno. Potem Pani Smulska podnosiła do góry obie ręce i ze słowami – wiem, wystarczy, coś notowała. Opis z oceną. Nigdy nie bolało.

Pani Smulska udzieliła poważnej lekcji twardości.

Było tak: podczas zajęć z polskiego do klasy weszła uczennica najstarszej klasy:

- Pani dyrektor prosi o arkusz ocen Wandy Dudziak. Będzie miała obniżone o jeden stopień oceny z wszystkich przedmiotów, z zachowania też.

Ja w płacz. Pani Smulska wydała dokument. Podeszła do mnie blisko, z twarzą bez uśmiechu. Sama twardość:

  - Żadne łzy. To niewiele znaczy…Siadaj.

 Wydarzenie było jedną z form nękania mojego ojca, nauczyciela matematyki i fizyki, w ocenie władz osoby nieprawomyślnej politycznie.

Pani od polskiego. Uczyła, że życie ma piękne oblicza, że  lekturę wybiera się z kręgu kultury wysokiej, bo tylko wtedy człowiek się rozwija. Dziękuję za wszystkie lekcje polskiego, które są moją furtką do wszechświata.  


 

Sebastian Riedel – syn genialnego, polskiego blues mena  Ryszarda Riedla, napisał słowa i muzykę do utworu wykonywanego przez zespół Cree  pt. ”Tylko powiedz czego chcesz”.

Sebastian, na nasze szczęście, sięga też  do legendarnych pieśni „Dżemu”. „Skazany na bluesa” jest hołdem należnym Ryszardowi Skibińskiemu – wirtuozowi harmonijki ustnej.

 Sebastian śpiewa. Próbuje też wierszowanej frazy… Dziękuję Bogu za muzyczny dar Ryszarda w Sebastianie.

„Tylko powiedz czego chcesz, powiedz jasno czego chcesz…”

Powiedz mi czego chcesz. Co z tego czego chcesz jest kaprysem, chcesz tak sobie, na trochę, a czego chcesz jako warunek kardynalny.

Chcesz błahostkowo w ohydnej konwencji „I like” , która rujnuje czas, pieniądze i jest  wynikiem braków w elementarnym wychowaniu, egoistycznym postrzeganiu „ja”.

Po pierwsze chronię siebie,a po drugie ciebie. Nie pozwolę dawać ci tyle, że będziesz daru żałował…

Bez pytania wezmę błysk okularów na nosie niezwykłego chłopaka.

Późny, zimowy wieczór w N.S.

Neony głównej ulicy straciły blask. O zaniku neonowego blasku jest w wierszu Ryszarda Riedla „Oh, Słodka”.

Neony straciły blask,a nie było ciemniej, było jasno i bez strat.

Może A.M. tracił czas. Ja nie…

Nie wolno mi.

„Nie wolno mi” To z innej, szkoda, że z błahej piosenki…

Wpis dedykuję Ewie Kulisz.

 Luty 2017 roku. Parę dni w Falentach, dar z łaski Fundacji Stefana Batorego. Sto osób w różnym wieku, rozmaitej proweniencji, zatrudnienia i stopnia wrażliwości na społeczną przestrzeń.

 Spotkania, warsztaty, celebrowane śniadania, przepyszne w bogactwie obiady, kolacje z daniami na ciepło. Noce do towarzyskich aranżacji. Żadnych zachęt, nagabnięć – a może jednak?

Tytuł z tangiem jest plagiatem.”Tango w Falentach” dobrze brzmi,  a w pamięci błysk okularów na nosie niezwykłego chłopaka. Kończy się marzec i czekam na forsycje. Rodzinna wieś chłopaka  to sioło na Opolszczyźnie – Kuniów. Po studiach we Wrocławiu zostanie tu sołtysem.

 Od czego wyobraźnia? Mieszkam w K. Z chłopakiem dzielę połowę domu i zajmuję się poprawianiem losu mieszkańców. Poprawy odrobina, więcej rozmów, powrotów do dzieciństwa. Z szafowych zapasów przygotowujemy ubraniowe zestawy na wiosnę i lato. Jeans, moro z demobilowych składów stanowią trzon i zasadę kreacji. Kunszt kroju i szycia jest tu znany i teraz „jak znalazł”. Pożyteczne zajęcie chroni przed przednówkową depresją.

Droga przez wieś. Co krok widać unijne wdrożenia.

Gnębi mnie niedostatek wyobraźni. Bardzo potrzebuję informacji, a nie mam odwagi zapytać. Napiszę, czekam… Odpowiedzi nie ma.

Listy, nielisty w formie esejów, etiud. Kto ma chęć i czas na reagowanie na pisemne zaczepki.

Lepiej niż przedwiosenny pejzaż z K. pamiętam błysk okularów na nosie chłopaka. Pamiętam zabawno- refleksyjną w tonie relację z pielenia przyparafialnej rabatki . Ciekawe czy w otoczeniu miejscowego kościółka jest rabatka. Pewnie teraz posadzono tam bratki.

 

 

Ryszard Riedel (1956-1994) genialny polski blues men jest ojcem utalentowanego Sebastiana – muzyka, wokalisty, autora tekstów, twórcy zespołu „Cree”

 Powiedz czego chcesz, powiedz jasno czego chcesz…”  z piosenki Sebastiana Riedla, jego słowa, muzyka i śpiew.

Fraza  jest zachętą do rozmowy. Rozmowy  z Tobą, pogłębionej, miejscami drążącej. Podróż do początków, do czasów najwcześniejszych, na ile to możliwe.

Na koniec zapytam  riedlowskim wersem:

- Powiedz, co chciałbyś…

Co chciałbyś,  jako warunek kardynalny, bazowy, jako zasadę. Sebastian wierszem pyta fundament, o priorytet.

Dowiem się co to jest i rozważę czy sprostam, czy się zdobędę.

W Polsce nikt nikogo, na żadnym poziomie edukacji, nie uczy komunikacji międzyludzkiej. Przydałyby się wykłady i ćwiczenia. Od edukacji żłobkowo -przedszkolnej po seminaria magisterskie.

Jeden toczy monolog. Snuje opowieść o rzeczach, o zakupionych gadżetach albo o niecodziennych wydarzeniach.

Drugi proponuje:

- A ja ci opowiem lepszą historię….

Rozmowa, nierozmowa; toczą się przechwałki, obecni coś dodają werbalnie lub gestem.

Nie rozmawiamy ze sobą. Nie ma w nas ciekawości drugiej osoby.

Ciekawisz mnie gdy oczekuję, spodziewam się, że mi się przydasz, że odniosę korzyść materialną lub wizerunkową.

Człowiek zdobywa się na aktywność wtedy, jeżeli przewiduje zysk.

Nikt nie proponuje mi rozmowy. Potrzebuję jej, bywa taki czas, okoliczność, że potrzebuję jej ratunkowo. Rozmowy nie o rzeczach, wydarzeniach, osobach. Porozmawiaj ze mną o moich uczuciach, emocjach, pragnieniach. Nie opowiadaj o sobie. Przynajmniej na początku naszej przyjaźni. Poczekaj trochę…

Wtedy poproszę:

- Powiedz, czego chcesz…

Sebastian Riedel napisał mądry wiersz o mnie i o tobie Jeżeli  dowiem się czego chcesz, dowiem się o Tobie  niemało, wtedy zadecyduję co dalej, mocny człowieku o żołnierskiej duszy.