Rzeczywisty świat, który mnie otacza nie zasługuje na użycie przymiotnika „dobry”. To jest mój świat, nie ma i pewnie nie będzie innego. Czas na zmiany. Czeka mnie góra roboty.

Na początek, dożywotnio,  porzucam postawę: „nic nie zrobisz, co ja tam będę...” Postanawiam: zrobię. Nie odpuszczę, wejdę oknem, kominem. Dość życia w chlewie i w wszechobecnym gównie.

Na początek też zwiększam częstotliwość i  poprawiam jakość treningu. Dobry czas  aby wdrożyć jakiś nowy kierunek. Dodaję coś z garderoby. Teraz planowanie  – koniecznie pisemnie, ręcznie, robię szkice i rysunki. Daty, komentarze i opisy. Całość zmieści się w tekturowej teczce. Korespondencja wyłącznie  drogą elektroniczną.

Trwa upalne i wilgotne lato. Segregujemy odpady. Przedsiębiorstwo Techniki Sanitarnej wywozi zawartość pojemników z wcześniej ustaloną częstotliwością. UM wydał kalendarz w którym w fajnej szacie graficznej opisano co i jak.

I co? Pojemniki zasiedliło robactwo. Plenne toto, ruchliwe, opanowało najpierw pojemniki na bioodpady, potem na odpady zmieszane. Czas urlopów, więc częstotliwość wywozu mniejsza a wśród rozrzuconych worków z śmieciami żerują gryzonie.  Smród,  robactwo…

W Wydziale Służb Komunalnych i Ochrony Środowiska  UM też   czas urlopowy. Dowiedziałam się że, pomimo to „Gmina kontroluje na bieżąco i dokłada wszelkich starań”.

Cholera jasna, co za łgarstwo. I

Powiatowa Stacja Sanitarno Epidemiologiczna. Wydział Higieny Sanitarnej. O robakach w mieście? Nie, nie słyszeli…

Przedsiębiorstwo odpowiedzialne za wywóz odpadów i za stan pojemników do selektywnej zbiórki  tychże obiecuje umycie i wydezynfekowanie  przynajmniej tych z przeznaczeniem na biomasę. Ma w wyposażeniu stosowne pojazdy tzw. sanitarne. Dlaczego ich nie użytkuje? Bo ich nie posiada. Pokłamali podczas przetargu.

Cholera jasna, co za łgarstwo. II

Kto pielęgnuje miejskie tereny zielone?

Słoneczna i deszczowa wiosna i  takież lato sprzyja  bujnemu rozrostowi drzew, krzewów i traw.  W miejskiej przestrzeni trzeba o to dobro dbać, przycinać, strzyc, wycinać, sprzątnąć, wywieźć.

Jak to się dzieje że w jednym miejscu zieleń  śródmiejska  raduje oczy, wokół pięknie, świeżo strzyżone trawniki, żywopłoty  i drzewa okoliczne nad którymi wykonano pielęgnacyjne prace.

Sto metrów dalej – wręcz przeciwnie. Chwasty, chaszcze, śmieci, kupy psie, połamane gałęzie. Nieco dalej  – pogorzelisko. Sprzątnięte w połowie.

Obraz taki i siaki. To wszystko  nieopodal  Międzynarodowego Centrum Edukacyjnego. Obok przystanek linii autobusowej, która komunikuje Centrum z Uniwersytetem. Na przystanku pracownicy naukowi, studenci, sporo obcokrajowców .Wstyd mi za ten chlew…Po dwóch miesiącach rozmów z Gminą i Strażą Miejską  okoliczny teren uprzątnięto. Pomógł argument, że miejsce to jest na kształt wizytówki i stanowi dowód na stan potencji UM…Ponoć  był problem z dotarciem do właściciela terenu…

Ten kawałek trawnika należy do Gminy. Od tego kasztana do tej lipy – tym zarządza Zarząd Wspólnot Mieszkaniowych a od trzepaka po śmietnik to prywatny teren właściciela miejscowej knajpy. Wreszcie na sródosiedlowej dróżce spotkali się: gmina,  wspólnoty i knajpiarz.  Z mapą w ręku ustalono „czyje co je”. Prace pielęgnacyjne ruszyły ” z kopyta”. Nawet pokos wywieziono już nazajutrz.

Zarówno służby mundurowe, poszczególne wydziały Urzędu Miasta, Powiatowa Stacja San – Epid. działają na wezwanie.  Brakuje mi działań  wynikających z jakiegoś planu,  z jakiegoś wcześniej przyjętego racjonalnego zamysłu. Rwane to jakieś, od potrzeby do potrzeby, łatane, a  sporo energii marnotrawi się na oddpieranie zarzutów. Na redagowanie fatalnych w treści pism, które powstają głównie dla odparcia zarzutów właśnie. . Puste to, kłamliwe,  rozdęte. Urzędnicy gminni : za dużo was…

Służby powołane do wymyślania łgarstw i wykrętów…

Straż Miejska w H.

Przy ulicy Małego Księcia na 11 – tym piętrze wieżowca, na wąskim  zewnętrznym parapecie  lokator ustawił sześć ceramicznych doniczek. Północna  strona budynku. Prowadzi tędy do śmietników śródosiedlowa dróżka

Wezwałam Straż Miejską. Przyjechali niezwłocznie. We dwoje. Obchodzili blok wokół kilkakrotnie a to w poszukiwaniu północnej strony budynku. Interwencja wraz z sporządzeniem raportu trwała  ponad godzinę.

Doniczki z parapetu  zniknęły. Ufff.

Jeżeli ja poprawię rzeczywistość odrobinę, Ty też , Michał też, Ania  zaś weźmie na siebie fotografowanie i przesyłanie  obrazu chlewu, Tomasz zachęci do działania i zaparzy super kawę  -  nasz świat stanie się lepszy a my szczęśliwsi ponieważ nic tak nie cieszy jak skuteczne działanie  ku wspólnemu pożytkowi.