Wanda

Piszę co myślę

Zastanawia mnie odwieczne,  społeczne zjawisko nękania młodych mężatek na okoliczność prokreacji. Zjawisko  powszechne w  polskich środowiskach gminnych. W wielkomiejskich gremiach akademickich też znane, choć tu ma inna formę.  Ogólnie : kilka  doświadczonych mężatek  indaguje w trybie nakłaniania młodą mężatkę w sprawie rychłej prokreacji. Podobny nacisk spotyka  ją ze strony matko- teściowej i bywa poparty  deklaracją pomocową. Młoda mężatka postanowiła właśnie uzupełnić wykształcenie, postarać się o awans w pracy a na naukę języka obcego teraz jest świetny czas. Zastanawiam się  skąd się bierze  ten powszechny zwyczaj. Myślę, że  są to archaiczne próby  zawarowania myślenia stadnego.  Mają źródło w świecie  zwierzęcym .

Mężatka doświadczona myśli tak:  mam los  taki,  jaki  mi los zgotował i pragnę, aby ta młoda doznała podobnego. Nakłonię ją rychło  a kumy  mi pomogą. Namówię chłopów  i starzy nakłonią młodego do aktywności łóżkowej . Ma być jak u ludzi .

Młoda mężatka myśli niezależnie.  Urzeczywistni swój plan.  Wyszła za mąż za świetnego chłopaka,  który  ma ambitną pracę  i plany.  Ostatnio kupił książkę o mechaniźmie pułapek społecznych .

Pięknie jest w Łososinie Górnej . Tu oboje się urodzili i da się tu  żyć  i  myśleć niezależnie od otoczenia.

W mieście gdzie mieszkam wybudowano Centrum  Edukacji. Podobno na  światowym poziomie. Za wspólno – europejskie pieniądze. Nieopodal,  na przystanku autobusowym spotykam  młodzież akademicką.  Zastanawia mnie  ich wygląd, strój . Wszystkie dziewczyny ubrane są jednakowo .  To co na głowie, też to samo. Od dołu : spodenki typu rury w kolorze  granatowo-niebieskim, obute  w pantofelki na cienkiej podeszwie, kurteczki z sztucznego tworzywa,  szyje okręcone bawełnianymi szlami  „na okrągło. Na ramieniu duża torba  z sztucznego tworzywa.  Włosy: gładko przy czaszce , wzdłuż policzków, do ramion, czasem krótsze. Żadnej spódnicy czy sukienki. Żadnego nakrycia głowy. Wszechobecne spodnie rury. Ciasno opięte łydki, uda, biodra, krocze. Niezależnie od budowy ciała. Niezależnie od wzrostu osoby. Czas studiów to lata swobody, rodzenia się niezależnego myślenia , kształtowania się nowych zainteresowań . W dziedzinie strojów, wyglądu,  kiedyś liczyła się własna inwencja,kreacja, własny pomysł a nawet wykonanie.  Dyktat rur i sztucznego tworzywa czyni  wygląd społeczności studenckiej bezbarwną.

Młodzi ludzie kończą studia . Zakładają rodziny.  Ceremonia ślubna. Ten sam scenariusz,  podobna oprawa. Poliestrowe ,w białawym kolorze kiece. Ramiona i półpiersi na goło .To standard przed ołtarzem. Potem knajpa. Ta lub inna. Fałszywe śpiewy do rana. Chlanie .  Potem życie według standardu .Według dyktatu środowiska  .Proponuję niezależne myślenie.  Wywalić telewizornię .

Student   piątego roku   Wydziału…. Akademii Ekonomicznej  dodatkowo  pisze esej  o arianach w Polsce Południowej . Inny student pisze o Żołnierzach Wyklętych w Beskidzie Niskim. O  północno-wschodnim skrawku Orawy,  pisze  biolog..Magistrant  kierunku ścisłego ślęczy nad ” Sądem grzesznika nad sobą samym Piotra Borowego. Magistrant teologii  układa plan wycieczki  wzdłuż doliny potoku Śrubita.To są pomysły akademickie na rozszerzanie horyzontów.  Ćwiczenia seminaryjne  na czas, gdy prace  magisterskie zostały złożone u recenzentówa do  egzaminu końcowego zostało sporo czasu. Może to sposób na zachętę do poważnego czytelnictwa ?. Może urodzi się pasja, która będzie przeciwwagą dla korporacyjnej udręki?

.

 

Szkolnictwo zakonne ma w Polsce przebogatą historię. Wybierając szkołę średnią warto dowiedzieć się ilu absolwentów tej szkoły zdaje  egzaminy wstępne i zostaje studentami pierwszego roku  obleganych kierunków renomowanych uczelni, w kraju i na świecie.  Są w Polsce szkoły średnie, których absolwenci,  po latach studiów, są chętnie zatrudniani,  poszukiwani przez tzw. ” łowców głów”.  W szkołach zakonnych uczą  zarówno nauczyciele  duchowni  jak i świeccy. Często są to pracownicy naukowi uniwersytetów. Absolwenci oprócz świetnego przygotowania  w zakresie przedmiotów ścisłych, humanistycznych i przyrodniczych , opuszczą  szkołę średnią z dobrą znajomością dwóch języków nowożytnych. O warunkach  kształcenia warto do przekonać się osobiście. Obejrzeć pracownie, koniecznie bibliotekę. Warto ocenić możliwości uprawiania sportów. Internat i kuchnia  dla zamiejscowych są prawie wszędzie. Warto spotkać się i porozmawiać z absolwentami.  Każda szkoła prezentuje się na stronie internetowej , to oczywiste. Najlepiej pojechać, zobaczyć . Licea te z reguły nie są koedukacyjne.  Warto porozmawiać o rekrutacji, warunkach naboru  odpowiednio wcześniej.

Dla najlepszych uczniów  są zwolnienia/obniżenia  w opłatach. Pomoc materialna dla młodzieży z środowisk ubogich   jest możliwa i bywa wydatna. Na koniec moja uwaga praktyczna. Jeżeli dowiadujemy się, że szkoła, którą się zainteresowaliśmy ma kłopoty z naborem   i uruchamia system dodatkowych zachęt to  NIE KIERUJEMY TAM DZIECKA .

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Orawa to region z którym Polska sąsiaduje poprzez fragment Europejskiego Działu Wodnego. W polskich granicach znajduje się niewielka część Orawy Północnej. Geograficznie ten sam region a różnice wyraźne. Inni ludzie,europejska waluta, inny stosunek do ochrony przyrody.

Obraz lasu piętra regla dolnego wyraźnie inny po obu stronach granicy. Słowacki las dziki, szlaki  z  rzadka znakowane. Wokół Jeziora Orawskiego brak śladów uprawiania  sportów wodnych.  W ten sposób chronią linię brzegową.

Napotkane osoby uśmiechnięte, z zainteresowaniem pytały i podziw wyraził,  chwaląc długość  naszej trasy. Jednym z bogactw Orawy są torfowiska wysokie. Słowac objęli je ochroną rezerwatową. W polskiej części Orawy też je mamy. Eksploatujemy je  rabunkową metodą  łu-bu du. Tereny prywatne, porządnie udokumentowane, więc co komu do tego, że torf przyrasta  tylko  1 mm na rok. Eksploatuję bo moje.

Słowacy mają dzikie lasy. My mamy dzikich ludzi. Słowacy znani są z dbałości o higienę. My nie mamy zwyczaju  cotygodniowego moczenia stóp.  U nich wokół zabudowań schludnie . U nas brudna psina i butelki po piwie .

U nas  dużo mnie boli. Boli mnie los dziecka bitego przez matkę, po głowie bitego. Na ulicy niemałego miasta, chyba była  trzeźwa. Dziecko domagało się czegoś,  a matka ” z nerw wyszła” …

Codzienne zakupy w osiedlowej Biedronce. Przede mną do kasy stanęła młoda kobieta. W wózku z zakupami siedziała  trzyletnia dziewczynka. Wiercąc się,  głośno domagała się różnych rzeczy do jedzenia. Matka odmawiała. Dziecko głośno, matka głośniej. Zapłaciła. Wyszła. Na zewnątrz dziecko płakało pełnym głosem, matka wlokła je za rączkę. Po drugiej stronie ulicy wzięła się do bicia. Dziecko nie płakało. Reagowało skowytem.

Widuję takie zdarzenia nierzadko. Słyszę za ścianą płacz bitego chłopca.  Wzywam straż miejską,  wzywam dzielnicowego policjanta,  zgłaszam fakt służbom OPS.  Tak jak potrafię uspokajam moje sumienie.  Moje.

Problem mnie gnębi.

Tak to jest, że nikt nikogo nie uczy  wychowania do życia w rodzinie. Szkolne próby nauczania przedmiotu pod takim tytułem to porażka. Strata czasu, pieniędzy. Nieznajomość tematu, nudny przekaz. Pieniądze w błoto.

Często jest tak, że  osoba staje się rodzicem przypadkowo… Żadnej wiedzy. Głównie  emocje. Pasmo kłopotów. Niepokój po kres ziemskiej drogi. Takie jest rodzicielstwo. Są i radości.

 

Dzielę się  moim doświadczeniem.  Potrzeby dziecka dają się opisać w punktach :

1/ Potrzeba  snu

2/Potrzeba wypróżnienia się

3/ Pragnienie , głód

4/Uczucie dyskomfortu spowodowane  źle dobraną odzieżą, brakiem higieny

Jeżeli rodzic przed wyjściem z domu spełni potrzeby dziecka  to spacer będzie przyjemnością a nie udręką i wstydem.

Zewsząd słychać utyskiwania na jakość edukacji w Polsce. Narzekają nauczyciele, jęczą rodzice.  Dzieci słysząc krytyczne uwagi próbują  jakoś znaleźć się pośród jazgotu i wychodzi na to, że jutro Pani nie sprawdzi zady z maty.  Pojutrze też nie, bo nie będzie lekcji. Klasa jedzie na zawody. W piątek  wycieczka na Czantorię. Długi weekend, nikt niczego nie zadaje. Nawet jak zada to ” idzie się wymigać’.

Rozmowy przed klasówką: ” kułeś coś ? Nie, w życiu….. co będzie?  „E – leję na to.  Agata da zwalić”.

W szkołach panuje kult nicnierobienia. Na koniec łatwo jest zyskać ocenę „dopuszczający ” i dalej w świat.

W dorosłym świecie czeka dwojaki los.

Kolesio – koleżko- tatusiowy etatowicz. Jedni zapieprzają, nierobiś  „zarabia i uczestniczy w podziale dywidendy. Poznaje właściwych ludzi i zabezpiecza się na przypadek np. zmiany ekip.Większość chwyta się prac byle jakich lub wyjeżdża.

W szkolnictwie  „uczą ” starzy nauczyciele, niektórzy tak starzy, że miewają problem z utrzymaniem kredy i moczu. Absolwenci uniwersytetów składają CV i czekają.. na telefon.

Czas na zmiany. W domu i w szkole wprowadzamy kult dobrej roboty. Nauczyciele  w trakcie przebieżki po awansowych ścieżkach  zgłaszają innowacje i piszą programy mające na ceku naukę pożytecznych umiejętności. Naukę zarządzania pieniędzmi zaczynamy razem z nauką arytmetyki.  Słowo „chcę ” zamieniam na „mogę, potrafię „.

Pomóż drugiemu. On pomoże tobie, bo to tak działa, choć nie w każdym przypadku. W szkołach wprowadźmy kult olimpijczyków, kult czytelnictwa w  obu formach. Biblioteka i czytelnie z zbiorami cymeliów ,to miejsce dla orłów, źródło rozwoju i wzruszeń. Równolegle  uprawiamy wybrane dziedziny sportu, wycieczki  z historią regionu i geografią  w tle. Słyszę utyskiwania :  „Młodzież jest bez wartości „. Młodzi są tacy,  jak dom. Bardzo trudno siąść do zady z maty  gdy huczy telewizornia,  a rodzic znad butelki z piwem pieprzy : „uczsieuczsie” . Taki rodzic w szkole, to gorsze niż zaraza. Bywa chamski, roszczeniowy.  Przychodzi na wywiadówki , śmierdzi potem, piwem i atakuje.  Na szczęście ten typ występuje w mniejszości .