Wanda

Piszę co myślę

Orawa to region z którym Polska sąsiaduje poprzez fragment Europejskiego Działu Wodnego. W polskich granicach znajduje się niewielka część Orawy Północnej. Geograficznie ten sam region a różnice wyraźne. Inni ludzie,europejska waluta, inny stosunek do ochrony przyrody.

Obraz lasu piętra regla dolnego wyraźnie inny po obu stronach granicy. Słowacki las dziki, szlaki  z  rzadka znakowane. Wokół Jeziora Orawskiego brak śladów uprawiania  sportów wodnych.  W ten sposób chronią linię brzegową.

Napotkane osoby uśmiechnięte, z zainteresowaniem pytały i podziw wyraził,  chwaląc długość  naszej trasy. Jednym z bogactw Orawy są torfowiska wysokie. Słowac objęli je ochroną rezerwatową. W polskiej części Orawy też je mamy. Eksploatujemy je  rabunkową metodą  łu-bu du. Tereny prywatne, porządnie udokumentowane, więc co komu do tego, że torf przyrasta  tylko  1 mm na rok. Eksploatuję bo moje.

Słowacy mają dzikie lasy. My mamy dzikich ludzi. Słowacy znani są z dbałości o higienę. My nie mamy zwyczaju  cotygodniowego moczenia stóp.  U nich wokół zabudowań schludnie . U nas brudna psina i butelki po piwie .

U nas  dużo mnie boli. Boli mnie los dziecka bitego przez matkę, po głowie bitego. Na ulicy niemałego miasta, chyba była  trzeźwa. Dziecko domagało się czegoś,  a matka ” z nerw wyszła” …

Codzienne zakupy w osiedlowej Biedronce. Przede mną do kasy stanęła młoda kobieta. W wózku z zakupami siedziała  trzyletnia dziewczynka. Wiercąc się,  głośno domagała się różnych rzeczy do jedzenia. Matka odmawiała. Dziecko głośno, matka głośniej. Zapłaciła. Wyszła. Na zewnątrz dziecko płakało pełnym głosem, matka wlokła je za rączkę. Po drugiej stronie ulicy wzięła się do bicia. Dziecko nie płakało. Reagowało skowytem.

Widuję takie zdarzenia nierzadko. Słyszę za ścianą płacz bitego chłopca.  Wzywam straż miejską,  wzywam dzielnicowego policjanta,  zgłaszam fakt służbom OPS.  Tak jak potrafię uspokajam moje sumienie.  Moje.

Problem mnie gnębi.

Tak to jest, że nikt nikogo nie uczy  wychowania do życia w rodzinie. Szkolne próby nauczania przedmiotu pod takim tytułem to porażka. Strata czasu, pieniędzy. Nieznajomość tematu, nudny przekaz. Pieniądze w błoto.

Często jest tak, że  osoba staje się rodzicem przypadkowo… Żadnej wiedzy. Głównie  emocje. Pasmo kłopotów. Niepokój po kres ziemskiej drogi. Takie jest rodzicielstwo. Są i radości.

 

Dzielę się  moim doświadczeniem.  Potrzeby dziecka dają się opisać w punktach :

1/ Potrzeba  snu

2/Potrzeba wypróżnienia się

3/ Pragnienie , głód

4/Uczucie dyskomfortu spowodowane  źle dobraną odzieżą, brakiem higieny

Jeżeli rodzic przed wyjściem z domu spełni potrzeby dziecka  to spacer będzie przyjemnością a nie udręką i wstydem.

Zewsząd słychać utyskiwania na jakość edukacji w Polsce. Narzekają nauczyciele, jęczą rodzice.  Dzieci słysząc krytyczne uwagi próbują  jakoś znaleźć się pośród jazgotu i wychodzi na to, że jutro Pani nie sprawdzi zady z maty.  Pojutrze też nie, bo nie będzie lekcji. Klasa jedzie na zawody. W piątek  wycieczka na Czantorię. Długi weekend, nikt niczego nie zadaje. Nawet jak zada to ” idzie się wymigać’.

Rozmowy przed klasówką: ” kułeś coś ? Nie, w życiu….. co będzie?  „E – leję na to.  Agata da zwalić”.

W szkołach panuje kult nicnierobienia. Na koniec łatwo jest zyskać ocenę „dopuszczający ” i dalej w świat.

W dorosłym świecie czeka dwojaki los.

Kolesio – koleżko- tatusiowy etatowicz. Jedni zapieprzają, nierobiś  „zarabia i uczestniczy w podziale dywidendy. Poznaje właściwych ludzi i zabezpiecza się na przypadek np. zmiany ekip.Większość chwyta się prac byle jakich lub wyjeżdża.

W szkolnictwie  „uczą ” starzy nauczyciele, niektórzy tak starzy, że miewają problem z utrzymaniem kredy i moczu. Absolwenci uniwersytetów składają CV i czekają.. na telefon.

Czas na zmiany. W domu i w szkole wprowadzamy kult dobrej roboty. Nauczyciele  w trakcie przebieżki po awansowych ścieżkach  zgłaszają innowacje i piszą programy mające na ceku naukę pożytecznych umiejętności. Naukę zarządzania pieniędzmi zaczynamy razem z nauką arytmetyki.  Słowo „chcę ” zamieniam na „mogę, potrafię „.

Pomóż drugiemu. On pomoże tobie, bo to tak działa, choć nie w każdym przypadku. W szkołach wprowadźmy kult olimpijczyków, kult czytelnictwa w  obu formach. Biblioteka i czytelnie z zbiorami cymeliów ,to miejsce dla orłów, źródło rozwoju i wzruszeń. Równolegle  uprawiamy wybrane dziedziny sportu, wycieczki  z historią regionu i geografią  w tle. Słyszę utyskiwania :  „Młodzież jest bez wartości „. Młodzi są tacy,  jak dom. Bardzo trudno siąść do zady z maty  gdy huczy telewizornia,  a rodzic znad butelki z piwem pieprzy : „uczsieuczsie” . Taki rodzic w szkole, to gorsze niż zaraza. Bywa chamski, roszczeniowy.  Przychodzi na wywiadówki , śmierdzi potem, piwem i atakuje.  Na szczęście ten typ występuje w mniejszości .