Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z tagiem: miłość

Artur Rojek: poeta, muzyk, twórca znanego w Europie zespołu Myslowitz napisał słowa i skomponował muzykę do piosenki „ Chciałbym umrzeć z miłości”.

Za wykonanie wzięły się znane wokalistki m. in. Edyta Bartosiewicz, która na koniec prezentacji po odśpiewaniu: „chciałabym umrzeć z miłości” dodała od siebie przy aplauzie widowni:

- Kto by nie chciał?

Nie chciałabym. Nie i już.

Tytuł piosenki z tekstem pozostają w sprzeczności. Artur napisał wiersz o umieraniu w miłości, opisuje przyjazny czas, dobre miejsce i inne okoliczności zdarzenia też przyjazne. Niezły wiersz, ładnie przełożony na język angielski, ciekawy muzycznie, nastrojowy, romantyczna melancholia w spokojnej zadumie nad przemijaniem.

Piosenka jest o umieraniu w miłości. Nie inaczej.

O śmierci z miłości pisali liczni. Laureat Nagrody Nobla Garcia Marquez w powieści „Miłość w czasach zarazy” wspaniale przetłumaczonej z języka hiszpańskiego na polski przez Carlosa Marodana Casalsa pięknym językiem pogmatwał dobro ze złem, chorą dominację nazywa miłością.

Tu jest o śmierci z miłości do papugi. O śmierci podczas epidemii cholery niemało. O miłości, oprócz wątku z papugą, nie ma nic. Powieść jest o osaczeniu, o niewoleniu, o toksycznym trwaniu w okolicznościach zarazy. O prostytucji, o zbrodni pedofilii. O stosunkach seksualnych w warunkach domów publicznych, o chorobach roznoszonych drogą płciową. Piękna proza o ohydnym życiu odrażającego Florentina Arizy.

Polski prozaik Jerzy Pilch chętnie pisze o sobie. Stukrotne dzięki, Jerzy: za wiślańskich ewangelików, za starego Kubicę za stryja Adama, za Jurka Cieślara, za  wszystkich pastorów; kobiet: za babkę Czyżową…

Za „ serce, które mylnie skacze”. Mnie też mylnie skacze, ale zachowuję pełne zdrowie, nie daję się nałogom, dbam o skórę i przyodziewek, oszczędzam grosz na okoliczność sfinansowania przesiedleńczego „fru” na północny zachód Europy. Jestem starsza od Pilcha o dekadę i …

W ostatniej powieści: „Zuza albo czas oddalenia” Pilch pisze o umieraniu z miłości. Ściemnia, że rękopis znalazł w starym narciarskim bucie. To jest powieść autobiograficzna.

Tak się umiera z miłości: boli ciało gnębione chorobą, boli dusza nękana nieobecnością osoby, dokucza brak potrzebnych rzeczy. W dopełnieniu obrazu niedoli występuje skrajne zaniedbanie higieniczne. Śmierci z miłości towarzyszy fetor.

Nie łączę śmieci z miłością. Cholera z przyimkami. Ani z ani w.

Śmierć, to zło. A miłość jest rzadkim dobrem i nie łączcie ludzie, czarnego z białym.

 

Ilekroć tematem filmowym  jest  relacja seksualna, to w obrazie widzimy sceny w których bohaterowie, w sytuacji cielesnej bliskości, odziani szczątkowo, uprawiają gimnastyczne zapasy. Rzecz się ma z wzajemnym naruszaniem sfer genitalnych, dominują mniej lub bardziej brutalne pchnięcia. W warstwie dźwiękowej słychać oddech, chrząknięcia, czasem krótki imperatyw typu: wyżej, niżej, przyspiesz, zwolnij.

Aktywność jest z rodzaju elementarnych i służy obniżaniu napięć między osobami, jest przydatna w procesie zachowania gatunku.

Dlaczego w opisie takich zachowań występuje słowo „miłość”?
Dlaczego, oglądając opisaną sytuację, na pytanie: co ten pan robi, przytaczana jest odpowiedź: „on ją kocha”?

Reżyser młodego pokolenia Tomasz Wasilewski – twórca filmów „Płynące wieżowce” i „Zjednoczone stany miłości” w wywiadach chwali się, że od zawsze fascynuje go świat kobiet, bada ich zachowania społeczne. Twierdzi,  że je dobrze zna i rozumie.
W filmach pokazuje ubogi  świat, sprowadzony do warstwy fizycznej, okrojony do  przyrodniczych nakazów czystej natury.

Pytam Tomasza: gdzie namysł, odpowiedzialność, gdzie pytanie:” co dalej?”
Brakuje mi opowieści pogłębionej, obrazu o nim i o niej na poziomie rozumu. Brakuje mi rozmowy między bohaterami obrazu.

Filmowa  bohaterka w scenie na dachu deklaruje:
– Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko.
– To skacz – odpowiada adonis chytrze kreowany przez Andrzeja Chyrę.

W filmie Wojciecha Smarzowskiego na podstawie powieści Jerzego Pilcha „Pod mocnym aniołem” bohaterka czyta genialnemu prozaikowi swój wiersz. Pyta o ocenę…
Następna scena – obraz bez słów, jak wyżej…

Dlaczego w obrazie filmowym regułą jest spłycanie, strywializowanie, uproszczanie tematu babskochłopskiego do scen uprawiania seksu? Proste – bo tak jest w rzeczywistości.
Scen o przeżyciach płciowych nie poprzedza rozmowa, gdzie tu miejsce na namysł, miejsce na pytanie o bezpieczeństwo zachowań?
Często jest tak, że pojawia się produkt zapłodnienia.
Konsekwencje fizjologiczne i społeczne nie rozłożą się równomiernie. Więcej zapłaci baba.

Facet myśli o seksie, ponieważ dokucza mu nieznośne napięcie, szuka okoliczności dla złagodzenia stanu. Baba liczy na love story.

Odmienne stany, oczekiwania, oceny, a w spełnianiu potrzeb dominuje skrajny egoizm.

Nic głębiej nie doskonali w polszczyźnie niż ambitne czytelnictwo. Co czytać,  kogo wybrać, które dzieła mistrza  mnie rozwiną? Autorzy rodzimi czy tłumaczenia?

Jest tak:  jeżeli wśród bibliotecznych penetracji natrafiam na cud, cymes, dzieło życia, szczyt piękna, bezbrzeżną potęgę myśli i słowa, to tegoż autora czytam wszystko. Dzieło i osoba twórcy ciekawią mnie pospołu.

Karol Bunsch przeprowadził mnie przez polskie średniowiecze. Isaac Beshevis Singer wiódł mnie przez dzieje Żydów w Polsce. Lektury wzbudziły najwyższe zaciekawienie. Zawarłam  przyjaźń z twórcami. Co wyniosłam z lektury? Po pierwsze obcowałam z przepiękną polszczyzną. Po drugie: treść. Ci twórcy nie oszukali mnie. Treść dzieł jest czysta.

Z literaturą obcojęzyczną – rzecz arcytrudna. Polski rynek księgarski zalany jest tłumaczeniami, których lepiej, żeby nie było.

Michel Houllebecq -  francuski, prozatorski talent naszych czasów powieścią: „Poszerzanie pola walki” wzbudził mój zachwyt tej miary, że czytałam po kilkakroć. Raz za razem, byle odwlec czas rozstania z bohaterami. Starym  zwyczajem rzuciłam się inne powieści Houellebecq’a.  Po lekturze została mi niechęć, znużenie, uczucie paskudnej blagi. Nie zaprzyjaźniłam się z Michelem H. i nie ma to nic wspólnego z jego niechlujną powierzchownością.

Istnieją pod dzisiejszym niebem faceci nikłej postury, minimalnego ogarnięcia higieniczno przyodziewkowego, przy których pierwsze ciacha współczesnej Europy jawią się jako mentalna błahostka.

Znam takiego, ale ja Go nie ciekawię.

 

 

 

Na północno wschodnim skraju Beskidu Małego (Góry Zasolskie), na północ od beskidzkiego pasemka Bliźniaków (Giermotki), na północny zachód od kopy Jaroszowickiej Góry, tam gdzie Choczenka wpada Skawy – rozłożyło się miasto Wadowice.

Było tak: W 1315 roku w wyniku podziału Księstwa Cieszyńskiego powstało Księstwo Oświęcimskie. W 1318 roku piastowski książę Władysław, syn Mieszka Plątonogiego nadał Wadowicom prawa miejskie.

W 1327 roku zaś, książę oświęcimski Jan I Scholastyk złożył hołd lenny królowi Czech Janowi Luksemburgowi. W dokumencie tego wydarzenia  wymienia się nazwę miasta: „Wadowicz”.

W 1454 roku Jan IV – ostatni książę oświęcimski – złożył hołd lenny królowi Polski Kazimierzowi Jagiellończykowi. Tym samym  Księstwo zostało wcielone do Korony Królestwa Polskiego. Wadowice znalazły się w województwie krakowskim.Kolejni władcy potwierdzali  prawa miejskie i rozszerzali przywileje. Bogacili się wadowiccy mieszczanie, rozwijali rzemiosło i handel. W północnej części miasta założono stawy rybne. W 1625 roku  otwarto szkołę miejską. Nad miastem czuwał samorząd z starostą, który reprezentował króla.

Wiek XVII  i XVIII to czas potopu szwedzkiego, lata klęski nieurodzaju, epidemii, dotkliwych powinności na rzecz Konfederacji Barskiej. W 1726 roku pożar zniszczył miasto do tego stopnia, że król nadał uratowanym z pożogi mieszkańcom specjalne, nieznane gdzie indziej prawa i kilkuletnie zwolnienia od  podatkowych obciążeń.

 W 1772 roku, za przyczyną Pierwszego Rozbioru Polski Wadowice znalazły się w Galicji. Władze austriackie podzieliły teren zaboru na powiaty czyli cyrkuły. Wadowice ustanowiono „stolicą” cyrkułu wadowickiego  o powierzchni: od Zwardonia po Wieliczkę i od Babiej Góry po Wisłę. Zbudowano  nowe siedziby urzędów, nowe koszary, przebudowano rynek. Wytyczono nowe drogi,  zaistniał urząd pocztowy i stacja komunikacji konnej. Z inicjatywy zaborcy wybudowano sieć kanalizacyjną, na nowo  wytyczono tereny cmentarne.  

W1824 roku przybył do Wadowic nowy komisarz. Baron Joseph von Loserth. Był życzliwy Polakom. Miasto rozwijało się, powstały dwa szpitale: miejski i wojskowy. Otwarto  nową szkołę podstawową dla chłopców  i osobno dla dziewcząt. Rok 1846 w  Zaborze Austriackim wiąże się z powstaniem krakowskim i wydarzeniami znanymi jako Rzeź Galicyjska w skrócie: rabacja. Wśród szlachty budzą się nastroje niepodległościowe. Zaborca austriacki podburza chłopstwo ( przywódca Jakub Szela), obiecuje pieniądze za każdego pojmanego właściciela ziemi. Żywego lub wystarczy sama głowa…Latem  1846 roku, chłopi poczęli zwozić do Wadowic pojmanych, spętanych szlachciców. Od burmistrza domagali się pieniędzy. Nie tylko nic nie dostali,  burmistrz  Jan Starkiewicz własnoręcznie obił chłopstwo laską,  po czym wypędził, a panów gruntowych uwolnił. Uratowani szlachcice sprezentowali burmistrzowi laskę oprawioną w srebro.

W latach 60 tych  XIX wieku Galicja otrzymała autonomię.W urzędach obowiązywał język polski. Polacy bez przeszkód organizowali obchody  świąt narodowych i rocznicowe manifestacje patriotyczne.

W 1866 roku w Wadowicach otwarto gimnazjum humanistyczne. W 1870 roku zaś, przyjęło pierwszych uczniów ośmioletnie gimnazjum realne. Przy szkole  działały dwie orkiestry: dęta i smyczkowa, liczne kółka: o profilu humanistycznym,  matematyczno przyrodniczym, artystycznym. Patronem  zarówno gimnazjum  realnego jak i współczesnego Zespołu Szkół  Ogólnokształcących  jest Marcin Kępka Wadowita.

Wielki Człowiek Wadowic

Marcin Kępka Wadowita. (1567 – 1641)

Urodził się w ubogiej rodzinie z Wadowic. W dzieciństwie pasał świnie. Gdy jedną z nich porwał wilk, z obawy przed ojcowskim gniewem, nie wrócił do domu. Udał się pieszo, boso do Krakowa.

Poprosił o pomoc Franciszkanów. Po latach, jako student Akademii Krakowskiej wstąpił do klasztoru i jako zakonnik i ksiądz intensywnie studiował. Ukończył dwa kierunki: filozofię i teologię.Władał biegle językiem niemieckim, greckim i łacińskim. Studiował w Bolonii, Padwie i w Rzymie. Był niezrównany w sztuce dysput nie tylko tych dotyczących filozofii czy teologii, ale  i o tematyce społecznej.

W Polsce  były  to czasy  Zygmunta Starego i  Królowej Bony. Biskup krakowski Piotr Tylicki inspirował Wadowitę do dalszych studiów w uniwersytetach Europy. Słynne są kazania, które wygłosił podczas wielkopostnych rekolekcji dla papieża Klemensa VIII. Papież skomentował nauki tak: „…wiedza anielska, sztuka diabelska, obyczaje chłopskie”.

Król Zygmunt Stary nadał Profesorowi Wadowicie  szlachectwo dodając Mu do nazwiska przydomek Campius.

Warto wiedzieć, że Wadowita, zasłużony dla rozwoju krakowskiej uczelni, sam będąc księdzem i zakonnikiem  zajął nieprzejednane stanowisko na rzecz  likwidacji w Polsce wyższych szkół zakonnych tzw. kolegiów jezuickich. Propagował rozwój szkolnictwa diecezjalnego.

Znany jest z stanowiska obrońcy innowierców. Zachęcał do dialogu i współpracy.

W 1598 roku, w Krakowie, przebywał przywódca Arian ( Braci Polskich), europejskiej sławy teolog, pisarz, poeta Faustyn Socyn, Włoch pochodzący z sieneńskiej arystokracji.

Grupa krakowskich studentów,  podburzona i opłacona  przez krakowski kler katolicki, wyprowadziła siłą  Socyna z jego mieszkania, podpaliła bezcenny księgozbiór. Złoczyńcy, bijąc, próbowali  zawlec Włocha do beczki z zamiarem wrzucenia  do Wisły.

Wadowita, widząc  wydarzenie przez okno Colegium Maius, wybiegł z krzykiem i razami laską odpędził napastników.

Świadkami wydarzenia byli   nauczyciele akademiccy kierunku Artium. Próbowali  odwieść Wadowitę   od niesienia pomocy innowiercyW ocenie krakowskich akademików czyn krzywdzący innowiercę  zasługiwał na pochwałę .

Faust Socyn opuścił Kraków. Bardzo bolał nad utraconym księgozbiorem. Po napaści nigdy nie wrócił do zdrowia. Zmarł w Lusławicach w 1604 roku.

 

Wielki Człowiek Wadowic.

Czesław Panczakiewicz (1901 – 1958)

Urodził się się w Wadowicach. Tu ukończył gimnazjum. W 1925 roku jako absolwent Liceum Pedagogicznego w Krakowie zatrudnił się w wadowickim gimnazjum.

W latach: 1925 – 1958   był nauczycielem „ćwiczeń cielesnych dla chłopców”. Czyli, nasze WF.

Kochał młodzież i góry.

Pan Panczakiewicz. Tak o Nim mówili.  Inni nauczyciele miewali przydomki a nawet przezwiska.

Do wadowickiego gimnazjum  przybywała młodzież  z okolicznych beskidzkich przysiółków. Często z bardzo biednych środowisk.

Przychodzili z mocnym postanowieniem rzetelnej edukacji , rozumiejąc, że tylko tak polepszą swój los. Rozwijali się intelektualnie, kształcili ducha, jaśnieli przy tablicy. Poważne czytelnictwo było w najwyższej cenie…

Z ćwiczeniami cielesnymi, szczególnie na początku, bywało z przeszkodami, oporami i niechęcią.  Chłopcy z wadami postawy, z niedowagą, wstydzili się własnej nieporadności.Pan Panczakiewicz  ośmielał, nie poganiał, nie szydził, indywidualnie  zachęcał, zagrzewał, chwalił szczery wysiłek. Zachęcał argumentując,  czym dla mężczyzny jest silne, harmonijnie rozwinięte ciało. Uczył zasad gier zespołowych. Zorganizował  kółko sportowe.

Beskidzkie wycieczki  szlakami Beskidu Średniego, Beskidu Wysokiego…

Opisywał panoramy. Szczepił miłość do gór, uczył kochać wysiłek fizyczny, działać w grupie.

 

Czesław Panczakiewicz jest jednym z ojców turystyki w Beskidzie Małym. Założył Wadowicki Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Zebrania odbywały się w Jego mieszkaniu…Pomysłodawca i inspirator budowy schroniska na Leskowcu, jest jego patronem.

Organizował wycieczki. Z Babiej Góry  uczniowie przynieśli krzew  kosodrzewiny. Zasadzony w pobliżu schroniska rozrósł się do postaci sporej sosny…

Między pasemkiem Bliźniaków a Łysą Góra jest Przełęcz im. Czesława Panczakiewicza…

Jego uczniowie: Józef Merta i Rafał Tatka wyznakowali wiele kilometrów szlaków turystycznych..

Jednym z Jego uczniów był Karol Wojtyła…

 

Aleksy Siemionow (1913 – 1998)

Przyszedł na świat w Permie nad Kamą. U stóp Uralu. Tamtędy prowadzi granica między Europą a Azją. Rodzina o rosyjsko -  polskich korzeniach.

W 1937 roku ukończył studia  w Wydziale Matematyczno – Przyrodniczym  Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie uzyskując tytuł magistra filozofii w zakresie matematyki.  Całe życie pracował jako nauczyciel matematyki. Najpierw na Ukrainie, potem po wojnie w Krakowie, Wadowicach, najdłużej w pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie w 1945 roku założył Liceum Ogólnokształcące,  tu był dyrektorem i uczył matematyki.

Pasjonował się turystyką pieszą i narciarstwem, znał świetnie historię regionu, zaprojektował i wyznakował szlaki turystyczne w obrębie Beskidu Małego i Średniego. Zajmował się pracą badawczą nad toponomastyką czyli nazewnictwem elementów topografii, głównie  terenów Beskidów Zachodnich  i Pogórza Wielickiego.

Jest  autorem pracy monograficznej pt. „Ziemia Wadowicka”. Kocham tę książkę.  Podręczniki: „Studia Beskidzko – Tatrzańskie”, „To i owo o Tatrach” napisał z myślą o młodzieży dla rozmiłowania w poważnej turystyce wysokogórskiej. Jest współautorem „Małej Encyklopedii Babiogórskiej”.

Krajoznawca i historyk z zamiłowania opublikował ok. 100 artykułów. Szczepił wśród uczniów umiłowanie beskidzkiej przyrody  wraz z potrzebą jej ochrony.

Autorzy współczesnych przewodników po Beskidach Zachodnich umieszczają pozycje książkowe A. Siemionowa w bibliografii a w treści  napotykamy odniesienia dotyczące toponomastyki.W schronisku na Leskowcu, w sali – jadalni jest eksponowana mapa plastyczna  Beskidu Małego. Zaprojektował ją Aleksy Siemionow.

W 1992 roku  staraniem Urzędu Miasta i Gminy Kalwaria Zebrzydowska ukazała się książka autorstwa A.Siemionowa: „Walka z okupacją w latach 1939- 1955 między Wisłą a Babią Górą”.Pod koniec lat osiemdziesiątych staraniem krakowskich historyków i dziennikarzy śledczych, korzystających z materiałów archiwalnych  oraz z treści wywiadów z ostatnimi świadkami  opisywanych wydarzeń,  podjęto próbę opisania działalności partyzanckiego oddziału ” Limba”wchodzącego w skład 12-go Pułku Piechoty AK Ziemi Wadowickiej operującego na ziemiach Pogórza Wielickiego i na krańcu północno wschodnim  Beskidu Małego w latach 1944 – 1945.

Analiza historyczna wydarzeń pozwoliła na rzetelną ocenę i opublikowanie opinii, że działalność oddziału ” Limba” miał znamiona bezprawia….

Członkiem tej formacji był pochodzący z podwadowickiej wsi Kleczy Dolnej -Włodzimierz Oliwa. Po wojnie, wcielony do LWP, szybko awansował po szczeblach PZPR oczywiście. Po studiach w Moskwie, obejmuje odpowiedzialne funkcje w MON. W czasie stanu wojennego wchodzi w skład WRON /Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego/. Potem W 1984  W. Jaruzelski powierzył mu tekę ministra administracji  i gospodarki przestrzennej. Do1989 roku był wiceministrem obrony narodowej, kolejno głównym kwatermistrzem LWP, prezesem WKS „Legia Warszawa”.

W 1991 roku opublikowano szereg artykułów  o historii działania oddziału ” Limba”. Ziemia zapłonęła mu pod nogami. Wtedy, na koniec imał się jeszcze działań korupcyjnych. Na wiadomość, że  w przygotowaniu jest akt oskarżenia – popełnia samobójstwo.

Byli i inni członkowie  „Limby”. Bruno Olbracht po wojnie w strukturach LWP  „wsławił się” walką z oddziałami podziemia niepodległościowego.

Dosłużył się stopnia  generała dywizji. Z tego oddziału wywodzi się Franciszek Oremus jr. z wadowickiego Izdebnika. W. Jaruzelski odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wtedy zawrzało w środowisku kombatanckim….

A.Siemionow  w historycznej analizie,  opartej na materiale źródłowym, przedstawił aktywność ” Limby. Grabieże, mordy, pospolite akty bezprawia (korupcja i wyłudzenia) jakich dopuścili się  na ziemiach Pogórza Wielickiego i w Beskidzie Małym.

W  styczniu 1998 roku  w Kalwarii Zebrzydowskiej miał miejsce wypadek: profesor Aleksy Siemionow przechodził przez  zebrzydowski rynek, potrącił Go samochód osobowy. Kierowca uciekł z miejsca wypadku. Profesor zmarł na skutek odniesionych obrażeń. Sprawcy nie znaleziono.

Zbigniew Mikołejko /ur.1951 r./ polski filozof religii, eseista, pisarz, wieloletni nauczyciel akademicki  napisał:  „Jezus to najbliższy mi z ludzi, to mój brat w cierpieniu, pozbawiony jakiegokolwiek zła. Ja przynajmniej go w nim nie dostrzegam. Żeby wszystko było jasne, nie chodzi mi o Chrystusa taniej wiary z Pasji Mela Gibsona – superherosa, przed którym szatan umyka w mysią dziurę, ale o Jezusa samotnego, opuszczonego. Również przez Boga. ”

W dzienniku „Metro” z dnia 20-go listopada b.r. znalazłam wywiad z Profesorem  zatytułowany: ” Bo gardzicie starymi.” Młodzi i starzy w  autobusach, w podmiejskich pociągach. Ogólnie mało przyjaźnie, nikt nikomu nie ustępuje miejsca,  żadnych uprzejmości, komórki w ruch i głośne relacje …” jak nie zacznie pytlować o głupotach, wszyscy muszą jej słuchać”.

Profesor wybrał Jezusa jako brata w cierpieniu… Wydaje mi się, że warto Jezusa wybrać jako przyjaciela w radości.  Chyba Jezusowi milej i dla profesorskiej wątroby zdrowiej.  Zamiast żółci  uśmiech,  pomimo wszystko. Ponad wszystko,  na przekór wszystkiemu. Jako kanon,  norma, zawsze. Dla siebie. Dla siebie. Dla reszty świata. Dla zwierząt. Dla przyrody.

Uważam, że nie trzeba,  aby w  tramwaju  młodzi ustępowali miejsca starym. Wcale nie trzeba, aby takie zachowanie było regułą. Jeżeli osoba stara bardzo miejsca siedzącego potrzebuje, to  niech poprosi. A jak ?  Z uśmiechem, słonecznie  i uprzejmie…. I nie zapomni podziękować.  Nie wiem,  kto dziś bywa bardziej zmęczony:  młody z kredytem,  z  niepewną pracą  czy emeryt. Można zastosować kompromis : młody siedzi, ale bierze na kolana mój np. plecak…

Przeszkadzają mi wulgaryzmy. Młodzi ludzie  prześcigają się w „okraszaniu” wypowiedzi  znanymi  paskudami,  reszta wybucha śmiechem.  Z takim co klnie nie rozmawiam. Przestaje kląć -  rozmawiamy .

Tyle miejsca na uśmiech, uprzejmości, na nowe znajomości. Nawet w zatłoczonym wagonie…

Boli mnie w starych tzw. „bezinteresowna zawiść. Ponoć zjawisko to zasługuje na miano jednej z narodowych przywar.  Pewnie i młodzi nie są wolni od takich postaw, ale społecznie jest to mniej widoczne. Dwie stare kobiety, między półkami  E Leclerca  opowiadają o raku, o bezrobociu, pedofilii,  nepotyzmie w urzędzie, o okropnej pogodzie dziś a na jutro jeszcze gorszej, w telewizji pokazywali …a mówili, że  gorzej będzie, ta z parteru się kurwi a on pije, pani…Ech ! Co pani nie powie, to nasz proboszcz też…?

Rozstają się zbudowane cudzą niedolą. Myślę, że brakuje im kąpieli. W przenośni i dosłownie .

Jest pięknie a będzie piękniej. To jest możliwe.  Od teraz .