Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z tagiem: oszustwo

 

Tekst dedykuję Tomkowi M.             Chorzów 29.12.2017 r.

Artur Rojek: poeta, muzyk, twórca znanego w Europie zespołu Myslowitz napisał słowa i skomponował muzykę do piosenki „ Chciałbym umrzeć z miłości”.

Za wykonanie wzięły się znane wokalistki m. in. Edyta Bartosiewicz, która na koniec prezentacji po odśpiewaniu: „chciałabym umrzeć z miłości” dodała od siebie przy aplauzie widowni:

- Kto by nie chciał?

Nie chciałabym. Nie i już.

Tytuł piosenki z tekstem pozostają w sprzeczności. Artur napisał wiersz o umieraniu w miłości, opisuje przyjazny czas, dobre miejsce i inne okoliczności zdarzenia też przyjazne. Niezły wiersz, ładnie przełożony na język angielski, ciekawy muzycznie, nastrojowy, romantyczna melancholia w spokojnej zadumie nad przemijaniem.

Piosenka jest o umieraniu w miłości. Nie inaczej.

O śmierci z miłości pisali liczni. Laureat Nagrody Nobla Garcia Marquez w powieści „Miłość w czasach zarazy” wspaniale przetłumaczonej z języka hiszpańskiego na polski przez Carlosa Marodana Casalsa pięknym językiem pogmatwał dobro ze złem, chorą dominację nazwał miłością.

Tu jest o śmierci z miłości do papugi. O śmierci podczas epidemii cholery niemało. O miłości, oprócz wątku z papugą, nie ma nic. Powieść jest o osaczaniu, o niewoleniu, o toksycznym trwaniu w okolicznościach zarazy. O prostytucji, o zbrodni pedofilii. O stosunkach seksualnych w warunkach domów publicznych, o chorobach roznoszonych drogą płciową też. Piękna proza o ohydnym życiu odrażającego Florentina Arizy.

Jerzy Pilch polski prozaik, chętnie pisze o sobie. Stukrotne dzięki: za wiślańskich ewangelików, za Starego Kubicę, za stryja Adama, za Jurka Cieślara, za pastora Andrzeja, z kobiet – za babkę Czyżową.

Za „ serce, które mylnie skacze”…

Mnie też mylnie skacze. Mimo wszystko zachowuję pełne zdrowie, nie daję się nałogom, dbam o skórę i przyodziewek, oszczędzam grosz dla przesiedleńczego „fru” na północny zachód Europy. Jestem starsza od Pilcha o dekadę, ale mnie jest łatwiej, bo mam grubszą skórę.

W ostatniej powieści: „Zuza albo czas oddalenia” Pilch pisze o umieraniu z miłości. Ściemnia, że rękopis znalazł w Wiśle, w starym narciarskim bucie. To jest powieść autobiograficzna.

Gdy umiera się  z miłości, boli ciało gnębione chorobą, boli dusza nękana  brakiem osoby, dokucza niedostatek, bieda. W dopełnieniu niedoli widać zaniedbanie higieniczne. Śmierci z miłości towarzyszy fetor.

Nie łącz śmieci z miłością. Cholera z przyimkami. Ani z ani w.

Śmierć jest złem, z wyjątkiem okoliczności, kiedy jest wyzwoleniem. Miłość jest bardzo rzadkim dobrem i nie łączcie ludzie, czarnego z białym.

Kolumbijski powieściopisarz, laureat Nagrody Nobla Gabriel Garcia Marquez jest autorem  powieści pt.”Miłość w czasach zarazy”. Ostatnie polskie wydanie ukazało się w 2007 roku w przewspaniałym tłumaczeniu  Carlosa Marrodana Casasa (Warszawskie Wydawnictwo Literackie, MUZA SA).

Na tylnej okładce, wśród fotosów z  filmowej adaptacji dzieła Jak długo można czekać na miłość swojego życia? Florentino Ariza  czekał 51 lat, 9miesięcy i 4 dni…

Z tyłu  minirecenzja autorstwa Jerzego Pilcha (przytaczam w całości): „Przeczytałem po raz drugi- Miłość w czasach zarazy- i utwierdziłem się w przekonaniu, iż jest to romans wszechczasów”

Początkowe lata XX wieku. Północna Kolumbia, Archipelag Karaibów, drobne wysepki Małych Antyli wśród  bezwietrznych, letnich spiekot  i błotnistych, ponurych zim, w nędzy ciągłych wojen domowych i epidemii cholery.Wielobarwnie toczy się życie nadmorskiego  miasta Barranquilla. To tu  uchodzi do Morza Karaibskiego największa rzeka Kolumbii – Magdalena.

Portem i rzeką zarządza Karaibskie Towarzystwo Żeglugi Śródlądowej. Właściciel, starawy, samotny boss w przygodnym akcie z skromną mieszczką Transito Arizą płodzi syna, którego nie uznaje. Łoży niewielkie tygodniowe kwoty. Florentino Ariza, chłopczyna lichej postury i słabego zdrowia rozwija w sobie duszę poety, marzyciela o romantycznym życiu. Nastolatek postanawia wieść życie niezwykłe. Próbuje zainteresować sobą piękną rówieśnicę, zarzuca ją listami, zachodzi drogę… Fermina Daza odrzuca awanse ponurego frustrata,wychodzi za mąż za lekarza i wiedzie godne, dostatnie życie. Florentino, jako jedyny potomek  właścicieli KTŻŚ  zarządza przedsiębiorstwem, szybko bogaci się, urządza zbytkownie dom, nabywa wartościowe przedmioty. W sferze mentalnej czyta, pisze wiersze, komponuje, gra na skrzypcach, wszystko z myślą o Ferminie. Równocześnie wiedzie bogate życie erotyczno-towarzyskie. Jest stałym bywalcem domów publicznych, nigdy za nic nie płaci. Uważa, że płacąc za seks zbrukałby czyste imię Ferminy. Odwiedza też wdowy, proponuje im cielesne zapasy, one serwują smakołyki, drogie napitki i czułość. Równocześnie dopuszcza się pedofilii na dziewczynce pochodzącej  z dalszej rodziny. Ameryka Vicuna  przywiązuje się do „opiekuna”, odtrącona umiera. Florentino, utrzymując rozległe, a ryzykowne znajomości zapada na rzeżączkę, nie leczona skutkuje ośmiokrotnym nawrotem. Cierpi też na kiłę i syfilis.

Po nagłej śmierci męża, Fermina nękana wdowią samotnością przyjmuje starcze awanse schorowanego, bezzębnego Florentina, który teraz dysponuje rzeczną flotyllą. Proponuje podróż statkiem, od słabo żeglownych terenów rzecznego ujścia w górę rzeki Magdaleny. Wycieczka bez końca, wycieczka pułapka. Statek nie  może zawinąć do żadnego portu. Flaga na maszcie oznajmia: Zaraza na pokładzie”

Tytuł powieści traktuje o miłości i zarazie. Wątek cholery przewija się, jak meandry Magdaleny. Grząskie, błotniste tereny ujścia, wysoka temperatura,  nieskanalizowana uboga część miasta, przeludnienie, wszystko to sprzyjało zarazie. O miłości prawie nic. Jest o miłości do papugi.

Czytałam po dwakroć i nie znalazłam. Znalazłam sporo o zniewoleniu. Istotą afektu Florentina do Ferminy jest zniewolenie. Na koniec zwabił ją na statek i zaaranżował pułapkę. Nakłaniał  do seksu, zarażając trzema chorobami roznoszonymi drogą płciową.

Gdzie tu jest coś o miłości?

To jest o zniewoleniu i o zbrodni. Piękna proza o ohydnym życiu odrażającego Florentina  Arizy.

Pilchu! Napisz mi, wskaż w tekście miłosny wątek. Romansowy – powiadasz. Gdzie?

Ty wiesz o miłości to i tamto i o sercu, które mylnie skacze…

Święta…. Co to słowo znaczy? Ważne wydarzenia świeckie, lub na kanwie tradycji, powiązane z wyznaniem. Poprzedzają je energochłonne, czasochłonne i kosztowne przygotowania. Sporo grosza wtedy z portmonetki wyfruwa.
Pakujemy się w pułapkę społeczną. Powoduje nami przymus pokazania, że nas stać, że mamy na wszystko: na prezenty, na suto zastawiony stół, na nowy przyodziewek, nową fryzurę. Są tacy, którzy z myślą o świętach odnawiają, unowocześniają domowe wnętrza.
Są tacy, którzy starych, niedołężnych członków rodziny próbują na okres świąt umieszczać na różnych oddziałach szpitalnych. Stary człowiek nie dość, że źle wygląda, to ciągle czegoś się domaga (kąpieli, herbaty, rozmowy), a tu tyle rzeczy i czynności do zrobienia…
Świąteczne życzenia.
Wszędzie je słychać. Wszędzie. Dominuje zwrot:
– gdybyśmy się nie spotkały/li przed świętami, to zdrówka życzę, dużo zdrówka…
– wszystkiego najlepszego, niech ci się wiedzie w tym nowym roku, zdrówka życzę, powiedz tam, im… no wiesz, jak ją spotkasz…
„Na Święta i w Nowym Roku niech, niechaj, zdrowia, pomyślności…” ( to jest wyjątek z tekstu, który znalazłam naklejony taśmą do drzwi wejściowych; podpisane – radny miasta…
Gdyby słowa ” życzeń” miały choć szczątkową moc sprawczą, to niejeden/ niejedna doznałaby ulgi. A tu nic. Pustosłowie, żadnej poprawy. Ani krzty dobroci. Miazga i pustota.
Gdyby zamiast czczej paplaniny wprowadzić obyczaj czynu! Zrobię coś dla kogoś. Odezwę się, odpowiem na listy, zorganizuję spotkanie, na którym opowiemy o marzeniach. Napiszę list do osoby, która nie pokazuje się od onegdaj…
Radny spotka się z wybranymi mieszkańcami i biorąc na klatę problem, zmierzy się bez lipy i blagi z tym, z czym mieszkańcy przyszli.

Bartkowi R. – ku przestrodze.

Mieszkam w mieście średniej wielkości. W sąsiedztwie jest knajpa, a w niej  w sobotnio -  niedzielne noce  towarzyskie wydarzenia nazywane  „weselem”. Lokal z całodobowym wyszynkiem, usytuowany  jest w środku mieszkalnej zabudowy.Urzędnik gminy, bez wyobraźni,  wydał zezwolenie i bezkarny knajpiarz ma  za nic nocny odpoczynek okolicznych mieszkańców. Ludziska odprawiają swoje „weselne” potańcówko – popijawy. Biesiadnicy mają zwyczaj,  nocą wylegać na zewnątrz i z treści rozmów,  których jestem mimowolnym świadkiem wnioskuję, że wesołość w nich nie gości. „Wesele”?

Ślub. Dziewczyna dopięła swego. Chłopaka od jutra  czeka zmiana środowiska.  Będzie miało cechy głębokiej wody. Tym bardziej, że jest ciąża. Dziewczyna zaczyna etap gniazdowania.  Na początek planuje różnorakie zakupy.Od  zarobkowania jest strona męska.

Do rzeczy.Miało być  o tym, co w tytule.

Chłopak  I.

Student. Ma brata bliźniaka. Obydwaj wybitnie uzdolnieni. Patryk studiował filologię polską, a jako drugi kierunek – dziennikarstwo.  Jego audycje  o beskidzkich drogach, wygłaszane w lokalnej radiostacji – świetne. Wartościowi, młodzi ludzie. Radośni, atrakcyjni,  schludni. Duma taty i dziadków. W oczach mamy cień ponadprzeciętnej troski. Rzeczywistość Patryka dziś: przerwał  studia, opuścił rodzinny dom. Wynajął mieszkanie. Pracuje jako monter urządzeń  dla telekomunikacji. W soboty zatrudnia się dodatkowo w zakładzie remontowym. Wynajem mieszkania dużo kosztuje. Żywi się suchym prowiantem. Na beskidzkie wycieczki i audycje brakuje czasu i energii.

Patryk się ożenił. Żona nie pracuje, bardzo źle znosi ciążę. Dziewczyna pochodzi  z wielodzietnej rodziny. Postanowiła polepszyć sobie los. Wyjść za mąż, podobnie jak koleżanki.  Metoda „na ciążę”  okazała się skuteczna.  Wyprowadzka z zagraconego, dzielonego z dwoma siostrami  pokoju,  to dobry pomysł.

Dziadkowie  Patryka zaoferowali  materialną pomoc, on grzecznie podziękował, nie przyjął.

Spotkałam  go wczoraj. Z trudem poznałam. Zapuścił brodę. Zapytałam o brata, nie spotykają się, brak czasu:

- trzeba pracować, potrzeba więcej pieniędzy -  odparł z powagą.

-   A uczelnia,  audycje -  dopytuję,

-   To przeszłość – powiedział.

Chłopak II.

Ma na imię Jeremi. Jest absolwentem  Wydziału Matematyki Uniwersytetu w K i Doktorem Nauk Ścisłych.

Podczas studiów: tak się składa, że  studencka, matematyczna brać jest fizycznie wyraźnie niewydarzona. A ten jaśniał. Oblegany przez koleżanki,  gromadziły się wokół niego uprawiając swoisty taniec. Organizowały wycieczki,  przeróżne spotkania. On główny zaproszony.  On  towarzyski  filar. I co ?  NIC. Przez lata studiów żadnej nie wyróżnił. Traktował po koleżeńsku. Sporo korzystał. Dziewczyny starannie notowały treść wykładów, a ksero wręczały z uśmiechem. Janka prezentowała głębokie dekolty,  nawet podczas ujemnych temperatur.

Jeremi miał zwyczaj, podczas sesji letnich, zdawać wymagane  egzaminy jako pierwszy.  Po wakacjach pokazywał się  drugiego października i  w nastroju galernika cedził  : ” w nocy wróciłem”. Wiadomo było, że pracował  w Londynie,  przy przeprowadzkach, jako pchacz szaf i nosiciel tobołów. Pieniądze oddawał rodzicom.  Dla siebie nic.  Odwieczne czarne sztruksy i zużyte adidasy.

Po studiach wyjechał  na zachód  Europy.  Podobno podjął pracę  w uczelni. W nocy zaś, na użytek pewnej agencji, pracuje jako  jest taksówkarz.

Nie ożenił się. Korzysta z mieszkania  na koszt  zamożnej kobiety. Na e-maile nie odpisuje.

Jeremi w wieku 18 lat został ojcem.   Okoliczności  wydarzenia: tzw.” osiemnastka”. Dom pełen nastolatków,  mocny alkohol, prześciganie się  w pomysłach na  zabawy dla dorosłych.  Jeremi na powitanie  wychylił  porcję wysokoprocentowego alkoholu. Pierwszy alkohol.  Pierwszy stosunek. Bez zabezpieczenia. Dom rodzinny Jeremiego jest skrajnie katolicki .O prezerwatywie chłopak wiedział tyle, że jest grzeszna. Matka ciężarnej siedemnastolatki wzięła sprawy w swoje ręce. Dzierży je do dziś. Dziecko urodziło się chorowite. Matka dziecka nie pracuje. Jeremi  płaci alimenty w  zasądzonej wysokości. Co jakiś czas suma zostaje stosownie podniesiona. Na pytanie

- co dalej?  odpowiada:

- nic dalej.

Chłopak III.

Dwie zamożne rodziny. Pracownicy naukowi  znanej, stołecznej   technicznej uczelni. Wychowują  jedynaków. Rówieśnicy. Dzieci studiują, a przyjaźnią się  od zawsze. W deszczowe, listopadowe popołudnie  niepomyślna wiadomość zmieniła  pogodną  rzeczywistość.  Dziewczyna na dodatni wynik testu ciążowego, zareagowała szokiem. Rodzice solidarnie i metodycznie postanowili  co dalej i w jakiej kolejności. Młodzież ma kończyć studia. Ślub  godny,  z oprawą jak należy, póki nic nie widać. Mieszkanie się zakupi. Maleństwem zajmie się  prababcia i obie babcie,  tuż po pracy. Młodzi kończą studia. Ciężarna uczestniczyła w rozmowach,  na przemian pochlipując i potakując.

Zaproszony chłopak   zburzył plan:

1. Ślubu nie będzie.

2. Studiów kończył nie będzie. Był  już w dziekanacie. Jutro odbierze dokumenty

3.Wyprowadza się.

4. Podejmuje pracę . Będzie płacił,  ile sąd zasądzi i wie, że będzie płacił  przez 25 lat.

Ojciec chłopaka  wyraził opinię, że to postawa niemęska. Dziewczyna źle się czuje i  potrzebuje wsparcia.

Chłopak na to, że dziewczyna dopuściła się kłamstwa,  oszukała go. Dwukrotnie  pytał, czy zastosowała zabezpieczenie, tak jak  poprzednio praktykowali.  Odpowiedziała – Tak