Pomysł od początku wzbudził mój niepokój, dezaprobatę. Pomysł, który zaistniał jako przysłowiowa wyborcza kiełbasa aktualnie jawi się jako jedna z prób destabilizacji polskich finansów.

Ludzie myślący, żyjący w stabilnych związkach, mający stałe i godziwe dochody, ilość dzieci planują wedle kondycji stadła. Tu 500 plus z rozdawnictwa nie przyda się. Środki te warto użyć na wsparcie edukacji na wszystkich poziomach. Na dofinansowanie prac badawczych w obrębie projektów, które wprost posłużą  rozwojowi naszego przemysłu. Wtedy wzrośnie zatrudnienie, wzrosną płace, PKB, finanse państwa i prestiż. Teraz w świecie jesteśmy postrzegani jako plemię nieudaczników. Fajnie nas obnażyła Komisja Wenecka.  Co PIS przedsiębierze – to kula w płot i wstyd i  strata.

Rozdawnictwo ma rację bytu jako akcja doraźno – ratunkowa w warunkach np. klęski, a nie jako narodowy program na lata.

PIS mówi  – poprawimy sytuację demograficzną  kraju. G…o prawda. Środowiska rodzin niestabilnych, z alkoholowym problemem, nękane chorobami i biedą będą płodziły dzieci, ale jakie dzieci? Jaka będzie ich kondycja i los? Co one zarobią? Powiększą liczbę klienteli MOPS – ów.