Wpis dedykuję Ewie Kulisz.

 Luty 2017 roku. Parę dni w Falentach, dar z łaski Fundacji Stefana Batorego. Sto osób w różnym wieku, rozmaitej proweniencji, zatrudnienia i stopnia wrażliwości na społeczną przestrzeń.

 Spotkania, warsztaty, celebrowane śniadania, przepyszne w bogactwie obiady, kolacje z daniami na ciepło. Noce do towarzyskich aranżacji. Żadnych zachęt, nagabnięć – a może jednak?

Tytuł z tangiem jest plagiatem.”Tango w Falentach” dobrze brzmi,  a w pamięci błysk okularów na nosie niezwykłego chłopaka. Kończy się marzec i czekam na forsycje. Rodzinna wieś chłopaka  to sioło na Opolszczyźnie – Kuniów. Po studiach we Wrocławiu zostanie tu sołtysem.

 Od czego wyobraźnia? Mieszkam w K. Z chłopakiem dzielę połowę domu i zajmuję się poprawianiem losu mieszkańców. Poprawy odrobina, więcej rozmów, powrotów do dzieciństwa. Z szafowych zapasów przygotowujemy ubraniowe zestawy na wiosnę i lato. Jeans, moro z demobilowych składów stanowią trzon i zasadę kreacji. Kunszt kroju i szycia jest tu znany i teraz „jak znalazł”. Pożyteczne zajęcie chroni przed przednówkową depresją.

Droga przez wieś. Co krok widać unijne wdrożenia.

Gnębi mnie niedostatek wyobraźni. Bardzo potrzebuję informacji, a nie mam odwagi zapytać. Napiszę, czekam… Odpowiedzi nie ma.

Listy, nielisty w formie esejów, etiud. Kto ma chęć i czas na reagowanie na pisemne zaczepki.

Lepiej niż przedwiosenny pejzaż z K. pamiętam błysk okularów na nosie chłopaka. Pamiętam zabawno- refleksyjną w tonie relację z pielenia przyparafialnej rabatki . Ciekawe czy w otoczeniu miejscowego kościółka jest rabatka. Pewnie teraz posadzono tam bratki.