Wanda

Piszę co myślę

Wpisy z tagiem: rozmowa

 

Ryszard Riedel (1956-1994) genialny polski blues men jest ojcem utalentowanego Sebastiana – muzyka, wokalisty, autora tekstów, twórcy zespołu „Cree”

 Powiedz czego chcesz, powiedz jasno czego chcesz…”  z piosenki Sebastiana Riedla, jego słowa, muzyka i śpiew.

Fraza  jest zachętą do rozmowy. Rozmowy  z Tobą, pogłębionej, miejscami drążącej. Podróż do początków, do czasów najwcześniejszych, na ile to możliwe.

Na koniec zapytam  riedlowskim wersem:

- Powiedz, co chciałbyś…

Co chciałbyś,  jako warunek kardynalny, bazowy, jako zasadę. Sebastian wierszem pyta fundament, o priorytet.

Dowiem się co to jest i rozważę czy sprostam, czy się zdobędę.

W Polsce nikt nikogo, na żadnym poziomie edukacji, nie uczy komunikacji międzyludzkiej. Przydałyby się wykłady i ćwiczenia. Od edukacji żłobkowo -przedszkolnej po seminaria magisterskie.

Jeden toczy monolog. Snuje opowieść o rzeczach, o zakupionych gadżetach albo o niecodziennych wydarzeniach.

Drugi proponuje:

- A ja ci opowiem lepszą historię….

Rozmowa, nierozmowa; toczą się przechwałki, obecni coś dodają werbalnie lub gestem.

Nie rozmawiamy ze sobą. Nie ma w nas ciekawości drugiej osoby.

Ciekawisz mnie gdy oczekuję, spodziewam się, że mi się przydasz, że odniosę korzyść materialną lub wizerunkową.

Człowiek zdobywa się na aktywność wtedy, jeżeli przewiduje zysk.

Nikt nie proponuje mi rozmowy. Potrzebuję jej, bywa taki czas, okoliczność, że potrzebuję jej ratunkowo. Rozmowy nie o rzeczach, wydarzeniach, osobach. Porozmawiaj ze mną o moich uczuciach, emocjach, pragnieniach. Nie opowiadaj o sobie. Przynajmniej na początku naszej przyjaźni. Poczekaj trochę…

Wtedy poproszę:

- Powiedz, czego chcesz…

Sebastian Riedel napisał mądry wiersz o mnie i o tobie Jeżeli  dowiem się czego chcesz, dowiem się o Tobie  niemało, wtedy zadecyduję co dalej, mocny człowieku o żołnierskiej duszy.

Ilekroć tematem filmowym  jest  relacja seksualna, to w obrazie widzimy sceny w których bohaterowie, w sytuacji cielesnej bliskości, odziani szczątkowo, uprawiają gimnastyczne zapasy. Rzecz się ma z wzajemnym naruszaniem sfer genitalnych, dominują mniej lub bardziej brutalne pchnięcia. W warstwie dźwiękowej słychać oddech, chrząknięcia, czasem krótki imperatyw typu: wyżej, niżej, przyspiesz, zwolnij.

Aktywność jest z rodzaju elementarnych i służy obniżaniu napięć między osobami, jest przydatna w procesie zachowania gatunku.

Dlaczego w opisie takich zachowań występuje słowo „miłość”?
Dlaczego, oglądając opisaną sytuację, na pytanie: co ten pan robi, przytaczana jest odpowiedź: „on ją kocha”?

Reżyser młodego pokolenia Tomasz Wasilewski – twórca filmów „Płynące wieżowce” i „Zjednoczone stany miłości” w wywiadach chwali się, że od zawsze fascynuje go świat kobiet, bada ich zachowania społeczne. Twierdzi,  że je dobrze zna i rozumie.
W filmach pokazuje ubogi  świat, sprowadzony do warstwy fizycznej, okrojony do  przyrodniczych nakazów czystej natury.

Pytam Tomasza: gdzie namysł, odpowiedzialność, gdzie pytanie:” co dalej?”
Brakuje mi opowieści pogłębionej, obrazu o nim i o niej na poziomie rozumu. Brakuje mi rozmowy między bohaterami obrazu.

Filmowa  bohaterka w scenie na dachu deklaruje:
– Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko.
– To skacz – odpowiada adonis chytrze kreowany przez Andrzeja Chyrę.

W filmie Wojciecha Smarzowskiego na podstawie powieści Jerzego Pilcha „Pod mocnym aniołem” bohaterka czyta genialnemu prozaikowi swój wiersz. Pyta o ocenę…
Następna scena – obraz bez słów, jak wyżej…

Dlaczego w obrazie filmowym regułą jest spłycanie, strywializowanie, uproszczanie tematu babskochłopskiego do scen uprawiania seksu? Proste – bo tak jest w rzeczywistości.
Scen o przeżyciach płciowych nie poprzedza rozmowa, gdzie tu miejsce na namysł, miejsce na pytanie o bezpieczeństwo zachowań?
Często jest tak, że pojawia się produkt zapłodnienia.
Konsekwencje fizjologiczne i społeczne nie rozłożą się równomiernie. Więcej zapłaci baba.

Facet myśli o seksie, ponieważ dokucza mu nieznośne napięcie, szuka okoliczności dla złagodzenia stanu. Baba liczy na love story.

Odmienne stany, oczekiwania, oceny, a w spełnianiu potrzeb dominuje skrajny egoizm.

„Bezszelestny los, gdy znużony znienacka…” To jest z Jeremiego Przybory.  „Ślady stóp…” Też Jeremiego.

Żyją pod dzisiejszym niebem faceci nikłej postury, minimalnego ogarnięcia higieniczno odzieżowego, wobec których pierwsze ciacha współczesnej Europy jawią się jako mentalna błahostka. Znam takiego z bliży pewnej i próbuję Go zaciekawić.

Słowo ” integracja” pochodzi od łacińskiego „integrare” odnawiać. Starzy i młodzi przy jednym stole wiodą rozmowę na narzucony temat. Miałkie, powierzchowne, ślizg wokół słowa i pac dupskiem bez wdzięku. ” Nic to” – wyjęte z wołodyjowskiej frazy.

Pomysł rozmów prawie doskonały. Aby to się nie skrupiło na niczem, przed spotkaniem jedna i druga strona dostają zadanie: przeczytać to, przeczytać tamto. Odpowiedzieć na pytania… Uzasadnić taki, nie inny punkt widzenia. Uzasadnić po trzykroć. Osadzić swój  osąd na tekście, tu cytowanie na przykład: Zbigniewa Mikołejki, Jana Hartmana. Można lżej, zdaniem felietonisty  z „Polityki”…

Wtedy program nabierze głębi.

John Irving – amerykański twórca w genialnej opowieści „Regulamin tłoczni win” miejsce groteskowo-makabryczno-miłosnej akcji lokuje w  scenerii nieprzystawania. Zbawczo opróżniane macice i serca w najczystszych, skakankowych porywach.  Opowiada o ludzkich losach, gdzie aborcja jest sposobem na wyprostowywanie ludzkich dróg. Tu też można urodzić i zostawić dziecko Koniec czytelniczego komentarza.

Polski wątek oplata, tworzy osnowę  mózgu Staszka Radwana – mózgu, który emituje silny afrodyzjak.

Czyste oczy Pilcha znad cukiernianego stolika. Potem droga na północ, po nic…

Lotnisko Shannon. Ostatnia filiżanka kawy przed odlotem…

Z. doskonale rozumie polski język. Posługuje się nim w piśmie, tłumaczy, redaguje recenzje…

Z. w polszczyźnie doskonale milczy. Z. wchodzi z przyjezdnym, nadwiślańskim babstwem  w awanturnicze związkokonszachty. Chyba nie wiem po co. Odwieczny motyw Cholernego Diakona.

W stosunkach międzyludzkich potrzebny mi namysł, czas na podgląd, ocenę intencji. Z dobrych wydarzeń: Jan uszanował moją decyzję.

Z uwagą studiuję wpisy młodych adeptów dziennikarstwa.  Pracują w lokalnych redakcjach, równocześnie  studiują, sporo publikują. Obserwatorzy naszej rzeczywistości, bez jadu i szyderstwa. Teksty: w samo sedno, a  na koniec  wniosek i opis  próby naprawy .

Moje wpisy są dość monotematyczne   i ułożyły się na obwodzie okręgu . Współśrodkowo po okręgu  krąży  temat dzieci,  małych i starszych. Oba okręgi w ruchu a w centrum słowo:  EDUKACJA.

Do rzeczy. Informacje medialne są pełne opisów nędzy ludzkiej.  Dramatyczne wydarzenia  związane z dziećmi  jako ofiarami różnorakich przestępstw. Mord na dziecku,  pedofilia,  współżycie z małoletnim….

Odpowiedzialni za zło /mam na myśli hierarchów KK/   prezentują  niedorzeczny bełkot: ” To nie my, to ono, oni, one i bezosobowa ideologia”. Sprawcy często unikają kary a ofiary pozostawione bez pomocy. System penitencjarny nieruchawy, stronniczy, ten sam kodeksowy zapis róznie skutkuje, w zależości kim jest sprawca.

Co robić więc  ?

Chronić najsłabszych. Jak ?  Poprzez EDUKACJĘ .

Szkolna zawodzi. Brak kadry, cierpliwości…  Pozostaje  dom.  Rozmawiać,  rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.  Podczas wspólnych zajęć,  zabawy, spaceru. Zadbać o koncentrację, tak,  by dziecko pojęło, że mowa o czymś WAŻNYM. Ostrzegać.  Równocześnie nie straszyć. Dzieci  celibatariuszom nie powierzać.

Brzmi  moralizatorsko. Co mam zrobić ? Może ktoś ten wpis przeczyta i pomyśli. A ten tytuł wpisu nie przystający  nijak do treści.?

Jesień przepiękna dokoła,  wystarczy  najpierw  pomyśleć  potem działać . Wtedy jest jak w tytule . Sprawdziłam.