W moim mieście się sprząta. Sprząta firma W- jak potrafi i sprzątają dozorcy okolicznych wspólnot mieszkaniowych

Zrazu posprzątane, rychło naśmiecone. Wszędzie. Najbrzydziej rzecz się ma w obrębie przystanków komunikacji miejskiej. Niby jest zakaz palenia…

Palacz wprawdzie dymi nie pod wiatą, odejdzie parę kroków i kopci, mając okoliczny trawnik za popielniczkę. Na koniec niedopałek wgniata w ziemię, lub porzuca na chodnik.

Student siadł na ławce pod wiatą, wyjął telefon i opowiada o facetowo/laskowych wczorajszych wydarzeniach. Bez wulgaryzmów, dzięki.

Uczeń gryzie pestki słonecznika, łupki wypluwa wokół.

- Kto to posprząta?  – pytam

- Przyjdą tu tacy – odpowiada rezolutny nastolatek.

W H. jest brudnawo. Widzę, że schludnie prezentuje się rynek i okoliczne ulice,  im dalej – tym mniej schludnie.