„Pani od polskiego…”

Nowy rok szkolny, nowy rok akademicki,”Dzień Nauczyciela”, wydarzenia związane z edukacją, są dobrą okazją do chwili zadumy nad własną szkolną przeszłością.

Tarnów, rok 1949. Szkoła Podstawowa nr 2 im. Stanisława Konarskiego. Budynek z czerwonej cegły zbudowany w stylu eklektycznym, obszerne, jasne sale. Szkoła dla dziewcząt. Klasy liczne, w ławkach zasiadły dzieci z terenów na wschód od Buga, córki rodzin romskich, łemkowskich, żydowskich. Tarnowianki stanowiły połowę
i z początku próbowały „zadzierać nosa”. Każda uczennica codziennie dostawała tran podawany wspólną łychą. Wszechobecne wszy bez przeszkód wędrowały z główki do główki.

W każdej klasie był „kącik czystości”. Drewniany mebel z miednicą, dzbankiem na wodę, ręcznikiem – nie do użytku, wyłącznie dla ozdoby. Moja pierwsza lekcja
z absurdu.

Nauczycielki. Zapamiętałam Jedną :

Pani od polskiego: JANINA SMULSKA.

 Lekcje języka polskiego dawały wytchnienie od nijakiej, nacechowanej lękiem reszty:- do tablicy przyjdzie mi…. mi…nauczycielski palec wodził po spisie uczniów w górę i w dół. Wreszcie pada nazwisko… reszta oddycha z ulgą.

Lekcje z polskiego były inne, nadzwyczajne. Pani Smulska … Zapamiętałam Jej uśmiech. Uśmiechała się do nas już od progu. Potem opowiadała o książkach,o przyrodzie, o przyjaźni, o zwierzętach. Czytając, uczyła intonacji, wrażliwości na urodę słowa, na piękno opisu. Zachęcała do wypowiedzi, dodawała odwagi:
- podnieś głowę, oddychaj, czytaj powoli, wyraźnie.

Rozmowy, wypracowania domowe i klasówki były okazją dla pokazania uczniowi co jest dobre, a co jest do poprawy. Każda z nas była dla Niej kimś ważnym.

Rozmowy. Zaczynała od pytania:
- co myślicie o….? Głos zabierała jedna, a reszta mogła dodawać, wtrącać swoje. Często było głośno, żywiołowo. Pani Smulska podnosiła obie ręce i ze słowem – wiem, wystarczy, coś notowała. Opis z oceną. Nigdy nie bolało.

Pani Smulska udzieliła mi pierwszej lekcji twardości. Było tak:  podczas lekcji polskiego do klasy weszła uczennica najstarszej klasy:
- pani dyrektor prosi o arkusz ocen Wandy Dudziak. Będzie miała obniżone o jeden stopień oceny z wszystkich przedmiotów, z zachowania też. Ja w płacz. Pani Smulska wydała dokument. Podeszła do mnie blisko, z twarzą bez uśmiechu. Sama twardość…
- żadne łzy. To niewiele znaczy…Siadaj.
Wydarzenie było jedną z form nękania mojego ojca, nauczyciela matematyki i fizyki, dla ówczesnych władz osoby nieprawomyślnej politycznie.

Pani od polskiego. Uczyła, że życie ma piękne oblicza, że lekturę wybiera się z kręgu kultury wysokiej, bo tylko taka służy do budowania dobra. Dziękuję za wszystkie lekcje polskiego, które są moją furtką do wszechświata.

Budowanie dobra w osobie odbywa (chyba) się cały czas. Od początku, po kres.

Czesław Panczakiewicz

( 1901 – 1958)

 Urodził się w Wadowicach, tu ukończył gimnazjum, później krakowskie Liceum Pedagogiczne.

W latach: 1925 – 1958 pracował w wadowickim gimnazjum jako nauczyciel ćwiczeń cielesnych dla chłopców.

To był WF tamtych czasów i myślę, że dużo więcej niż współczesny WF.

Oprócz synów wadowickich rodzin, do szkoły uczęszczali chłopcy z okolicznych, biednych, beskidzkich przysiółków, część kwaterowała w przyszkolnej bursie,
inni na stancji u mieszczan.

Wadowice: galicyjskie miasteczko,wszechobecna bieda, wąskie, krzywe uliczki wśród kurzu lub błota. Emil Zegadłowicz, pisarz z Gorzenia Górnego w powieści „Zmory”pięknym tekstem oddaje klimat i realia tamtego czasu.

W klasach panowała zdrowa rywalizacja. Niektórzy jaśnieli przy tablicy… Miód na na nauczycielską duszę. Poważne czytelnictwo było w najwyższej cenie.

Co do „ćwiczeń cielesnych dla chłopców”: tu siły, chęci, możliwości rozkładały się inaczej. Część chłopców, szczególnie ci, którzy pochodzili z wiejskich rodzin, cierpieli na niedowagę, na wady postawy, powodowani wstydem, brakiem stosownego stroju, obuwia – do ćwiczeń cielesnych podchodzili z niechęcią.

Pan Panczakiewicz – tak o Nim zawsze mówili – ośmielał, zachęcał. Stopniowo zagrzewał do fizycznego wysiłku. Nigdy, przenigdy nie kpił, nie stosował szyderstw, grubego żartu. Wszystkie ćwiczenia wykonywał razem z uczniami, brał udział w grach zespołowych, uczył zasad fair play.

Lekcje ćwiczeń cielesnych, nawet dla tych, ubogo przez naturę wyposażonych,nie były udręką, a w wielu zaszczepił na całe życie umiłowanie do aktywności sportowej. Jednym z uczniów Pana Panczakiewicza był Karol Wojtyła.

Czesław Panczakiewicz przez całe życie był wierny pasji – umiłowaniu beskidzkiego regionu, jest jednym z ojców polskiej turystyki pieszej i narciarskiej.

Organizował wycieczki, uczniowie poznawali pasma Beskidu Małego, Średniego ( Beskid Makowski), Beskidu Wysokiego (Beskid Żywiecki).

W Wadowicach założył oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (później PTTK), był pomysłodawcą i inspiratorem budowy schroniska na Leskowcu (922m)
- najwyższe wzniesienie w wschodniej części Beskidu Małego.Wraz z uczniami Józefem Mertą i Rafałem Tatką wyznakował wiele kilometrów górskich szlaków.

Schronisko na Leskowcu – oddane do użytku w1932 roku, niebieski szlak wiodący
z Wadowic na Leskowiec, przełęcz między Łysą Górą (554m) a Bliźniakami Giermotką (564m) noszą Jego imię.